Zadaj pytanie
 PYTANIE: 2003/084 poprzednie pytanie nastepne pytanie

>>> Podobno Arystoteles rozumował jakoś tak (to chyba tzw. kosmologiczny "dowód" na istnienie Boga):
1. świat jest łańcuchem zdarzeń powiązanych przyczynami,
2. każda rzecz ma swoją przyczynę sprawczą,
3. łańcuch przyczyn nie może jednak iść w nieskończoność,
4. musi istnieć pierwsza przyczyna,
5. jest nią Pierwszy Poruszyciel = Bóg.
Czy nie mogłoby być tak (jak w filozofii buddyjskiej), że punkt 3. byłby fałszywy - "łańcuch przyczyn może iść w nieskończoność" (stąd ta nieskończona liczba wcieleń). Proszę o uzasadnienie buddyjskiej tezy i dlaczego zatem Arystoteles nie ma racji (zdaniem buddystów)?


Z całym szacunkiem dla intelektu Arystotelesa, nie widzę żadnej podstawy, by z góry zakładać skończoność ciągu przyczynowo-skutkowego. Jeżeli jednak nawet pozostawilibyśmy tę kwestię otwartą, to rodzi się pytanie o przyczynę istnienia Stwórcy. Skoro wszystkie zjawiska posiadają przyczynę swojego powstania, przypadek Stwórcy nie powinien być wyjątkiem.

Zwolennicy istnienia Stwórcy podają najczęściej w takim przypadku kontrargument: Tutaj mamy do czynienia z wyjątkiem, ponieważ przymiotem Stwórcy jest wieczność - nie ma On początku i końca, jest wiekuisty, zawsze był i będzie. Ten pogląd można również zakwestionować: Skoro Stwórca jest wieczny, musi to oznaczać, że istnieje w każdej chwili, że zawsze jest tym samym, a zatem jest niezmienny. Każde działanie związane jest ze zmianą, niezmienny Stwórca nie może być zatem zdolny do jakichkolwiek działań, w tym do aktu stworzenia, ponieważ naruszyłoby to jego istotę. Stwórca przed dokonaniem aktu stworzenia nie może być nazywany Stwórcą, natomiast po akcie stworzenia nie jest tym samym, co przed jego dokonaniem. Stwórca, który wykonałby jakiekolwiek działanie, przestałby być niezmienny, tym samym zaprzeczyłby swojej wieczności, a więc musiałby mieć jakąś przyczynę.

Inni zwolennicy idei Stwórcy na pytanie o jego przyczynę mogliby odpowiedzieć, że jest on ponadczasowy i nie podlega prawom takim, jakie my znamy. Tutaj można jednak zaoponować, stwierdzając, że skoro Stwórca stoi ponad znanymi nam prawami, w tym również ponad prawem przyczynowości, nie możemy wnioskować o jego istnieniu korzystając z tych właśnie praw, ponieważ dotyczą one tylko empirycznej rzeczywistości. Ponadczasowość znajduje się poza jej obrębem.

Idea osobowego Stwórcy nie jest potrzebna dla wyjaśnienia istnienia świata, ponadto narusza ona pewne zasady ustalone przez takich filozofów jak Wilhelm Ockham ("Nie należy mnożyć bytów nad potrzebę."), Arystoteles ("Gdziekolwiek to możliwe, lepiej, by występował jeden element niż liczne."), św. Tomasz z Akwinu ("Co może się dokonać przez mniej czynników, nie staje się przez wiele."), Gottfried Wilhelm Leibniz ("W rzeczach zawsze obowiązuje zasada [...], aby największy skutek osiągany był minimalnym [...] nakładem."), ponieważ wprowadza dodatkowy element (Pierwszy Poruszyciel) do już istniejącego zbioru elementów wzajemnie oddziaływujących na siebie w nieskończonym cyklu.

Tzw. dowód kosmologiczny na istnienie Stwórcy został zakwestionowany przez zachodnich filozofów m.in. Davida Hume'a oraz Immanuela Kanta (patrz np. Richard Popkin, Avrum Stroll: "Filozofia", s. 272-277).

Patrz także pytania:
2002-153
2003-024
2002-156
2002-158
2002-159
2002-133
2002-129
2002-107
2002-092
2002-093

(jw)




>>>>>>Zadaj pytanie: