|
PYTANIE: 2002/156
|
|
|
Większość buddystów (wiem, że nie wszyscy) przyjmuje koncepcję "reinkarnacji", zgodnie z którą nasz obecny los jest częściowo określony przez nasze czyny z poprzednich wcieleń (karmę). Przeglądałem większość odpowiedzi udzielonych w tym serwerze, ale ciągle nie jest dla mnie jasne: na jakiej podstawie ci, co ten pogląd wyznają przyjmują, że są to NASZE (moje) czyny. Innymi słowy, na czym zasadza się przekonanie o istnieniu mimo wszystko jakiejś ciągłości między wcieleniami? Ciągłość w ramach jednostkowego życia, opiera się, moim zdaniem w głównej mierze na pamięci (dużą rolę odgrywa tu też ciało). Gdyby nie ona, stale trzeba byłoby zaczynać życie od początku. Tymczasem nie pamiętam niczego sprzed moich narodzin. Dlaczego jakiś pan lub pani żyjący kilkadziesiąt lat temu określają moje życie (np. w nyndro muszę oczyszczać swą karmę z ich uczynków)? Dlaczego buddyści uznają, że to byłem ja (pomijając problem złożoności owego ja)? Rzeczą oczywistą jest dla mnie, że moje życie jest współdeterminowane przez czyny innych ludzi z przeszłości (np. moich rodziców, całe społeczeństwo etc.) ale w doktrynie karmy, jak ją rozumiem, chodzi o jakąś ciągłość między konkretnymi jednostkami.
Buddyści nie uznają, że ten "pan lub pani" w przeszłości to byłeś dokładnie ty, ale też nie twierdzą, że z działaniami tych istot nie masz absolutnie nic wspólnego. Nie można tego wytłumaczyć nie analizując problemu złożoności poczucia tożsamości, które towarzyszy nam na codzień.
Trudno jest uznać, że ciągłość ludzkiego istnienia opiera się na ciele, ponieważ procesy metaboliczne zachodzące w organizmie sprawiają, że w przeciągu ok. 7 lat wymianie ulegają wszystkie atomy, z których zbudowany jest organizm. Czy ty i osoba, którą byłeś 10 lat temu to ta sama istota czy też inna? Gdyby wzbogacić tę kwestię o aspekt transplantacji organów, naturalnych bądź sztucznych implantów, niemożliwe byłoby obronienie stanowiska postulującego ciągłość ludzkiej tożsamości, która bazowałaby na pewnej stałej materialnej formie.
Jeżeli by zdefiniować ciągłość ludzkiego życia w oparciu o pamięć, to pojawiłoby się również kilka problemów związanych nie tylko z "urwanym filmem" po wypiciu zbyt dużej ilości alkoholu, ale również z zanikiem pamięci spowodowanym np. zmianami chorobowymi. To, że ktoś cierpiący na demencję nie pamięta, że dzień wcześniej wypłacił z konta wszystkie swoje oszczędności, nie oznacza przecież, że na owym koncie nadal znajdują się jego pieniądze. Nie oznacza to również, że te pieniądze wypłacił ktoś absolutnie inny niż właściciel konta. Poczucie pewnej ciągłości tożsamości istnieje pomimo tego, że pamięć nawala ;-) Konsekwencje naszych czynów ponosimy niezależnie od tego, czy je pamiętamy, czy też nie. Czy to, że nie pamiętasz wczesnych przeżyć ze swojego dzieciństwa dowodzi, że zamanifestowałeś się spontanicznie w przedszkolu w wieku, dajmy na to, 5 lat? ;-)
Skoro oba wymienione wyżej stanowiska, opowiadające się za ciągłością ludzkiej istoty w zależności od funkcjonowania jej pamięci lub ciała, są fałszywe, to również suma obu stanowisk będzie fałszywa.
Badając ludzką istotę, można dojść ostatecznie do wniosku, że nie jest ona niczym trwałym, lecz zespołem ciągle zmieniających się uwarunkowań. Jest raczej pewnym ciągłym mentalnym procesem, który według buddystów nie rozpoczął się w obecnym życiu i nie zatrzyma się wraz ze śmiercią, lecz przyczyni się do ukształtowania kolejnej egzystencji, niekoniecznie związanej z materialnym światem. Proces ten działa w oparciu o wszelkie działania dokonywane przez człowieka, a jego fundamentem są następujące po sobie "momenty świadomości". Można więc powiedzieć, że ciągłość "poczucia tożsamości" jest wyznaczona przez określone związki zachodzące pomiędzy następującymi po sobie "momentami świadomości" - ciągłość ta nie została zainicjowana w jakimś określonym momencie, trwa ona od zawsze. Nie jest to, jak napisałeś "ciągłość pomiędzy jakimiś konkretnymi jednostkami", ponieważ w rzeczywistości nie ma żadnych konkretnych jednostek - można mówić tylko o pewnym nieustającym strumieniu świadomości.
To, że nie pamiętamy wydarzeń z naszego poprzedniego życia, świadczyć może o tym, do jakiego stopnia potężne i destrukcyjne jest doświadczenie śmierci, kiedy to ulegają rozpadowi również mniej subtelne niż ciało elementy określające nas jako istotę ludzką. Dalajlama zapytany o to, czy pamięta jakieś wydarzenia ze swojego poprzedniego życia, odpowiada, że nie, ale jednocześnie zaznacza, że studiując buddyzm w tym życiu, w zadziwiająco szybki sposób pojmował niektóre bardzo zaawansowane nauki, których zrozumienie zajmowało innym inteligentnym ludziom o wiele więcej czasu. Istnieją też pewne potwierdzone relacje różnych osób niekoniecznie związanych z buddyzmem. Osoby te w dość dokładny sposób potrafiły opisać swoje poprzednie wcielenie, a po sprawdzeniu tych relacji okazywało się, że są one w znacznym stopniu zbieżne z faktycznymi wydarzeniami. Wskazywałoby to na to, że pewna grupa ludzi albo rzeczywiście inkarnowała się w nowym ciele nie zapominając wydarzeń z poprzedniego życia, albo posiada jakieś zadziwiające zdolności telepatyczne, które umożliwiają im poznanie wydarzeń z przeszłości, albo że ludzie ci konfabulują, a zgodność relacji z faktami jest tylko dziełem przypadku czy też zbiegu okoliczności.
XIV Dalajlama w "Otwieranie Oka Mądrości" pisze:
"Życie nie jest jedynie zbiorem materialnych przyczyn i substancji. Jest także serią wydarzeń mentalnych, zrodzonych przez poprzednie stany umysłu o podobnej naturze. Z tego powodu obecne życie nie istnieje bez przyczyny, nie posiada też ono jakiejś wiecznej przyczyny, ani nie jest spowodowane przez coś materialnego. Gdy mówi się, że życie jest strumieniem stanów mentalnych o tej samej naturze, oznacza to, że obecny stan mentalny jest zarówno podobny, jak i zależny od poprzedniego stanu mentalnego tej samej natury. Na tym właśnie polega filozofia podobnego-zrodzonego-przez-podobne (...) Stwierdzenie, że istnieje związek pomiędzy ciałem i umysłem jest zupełnie poprawne, lecz nie powinno sugerować, że umysł powstaje z ciała. Podobnie, poprawne jest powiedzenie, że rozwój i zanik umysłu zależy w pewnym stopniu od ciała fizycznego, ale nawet w tym przypadku ciało nie może zostać nazwane materialną przyczyną umysłu. Ciało jest dla umysłu jedynie współdziałającą przyczyną, gdyż obiekt materialny nigdy nie może być przyczyną umysłu (...) Materialna przyczyna ciała, którą stanowi sperma mężczyzny i komórka jajowa kobiety, mogą być przyczyną ciała dziecka, ale nie jego umysłu. Wiemy również, iż mądrość posiadana przez ojca, nie może być przeniesiona na jego dziecko. Łatwo więc zrozumieć, że przyczyną umysłu dziecka nie mogą być ani materialne aspekty natury rodziców, ani ich umysły. Gdyby było możliwe przeniesienie wiedzy, posiadanej przez rodziców na ich dzieci, wówczas mądrym ojcom i inteligentnym matkom nie mogłyby się rodzić głupie dzieci. Lecz sednem tej prawdy jest fakt, iż umysł poprzedniego żywotu jest przyczyną umysłu teraźniejszego życia."
Podobne pytania:
2002-107
2002-133
2002-123
2002-130
2002-092
2002-093
2002-032
2001-020
2001-006
2001-010
(jw)
 Zadaj pytanie:
|