Zadaj pytanie
 PYTANIE: 2003/059 poprzednie pytanie nastepne pytanie

>>> Kiedy Lama Ole Nydhal przyjechał do Polski, poszedłem do Hali Wisły go wysłuchać. Wszedłem do środka, a tam bilety, jak na jakiś koncert: 20,-. Nie miałem tyle. Czułem się bardzo zawiedziony i było mi wstyd za organizatorów tego spotkania. Przecież to bardziej szkodzi niż pomaga propagowaniu Dharmy! Wiadomo, że pieniądze nie mają znaczenia, ale większośc ludzi o tym nie wie. Przez 2500 lat Dharmę przekazywano bezpłatnie. Czemu teraz jest inaczej? Czyż nie da się uzyskać sponsoringu dla biletów gości z zagranicy?

Szkoda, że nie mogłeś wysłuchać wykładu z powodu braku pieniędzy - tutaj organizator się nie popisał nie informując o cenie biletu (albo być może nie doczytałeś informacji na plakacie do końca?). Mam jednak inne zdanie na temat pobierania opłat za wstęp na buddyjskie imprezy.

Po pierwsze:
Dharma nigdy nie była przekazywana bezpłatnie, mnisi którzy udzielali nauk byli utrzymywani przez społeczeństwo, w którym żyli. Także współcześni nauczyciele buddyzmu ponoszą koszty własnego utrzymania oraz podróży. Ponadto wszelkie nadwyżki finansowe pozostałe z organizowanych wykładów przeznaczane są na cele wydawnicze, wydatki bieżące ośrodków, nie wspominając nawet o ich remontach a tym bardziej o wykupie nieruchomości. Na tak szeroko zakrojone działania sponsoringu nie można uzyskać nawet jeżeli chodziłoby tu o Kościół Katolicki. Jeżeli masz wątpliwości, to proponuję sprawdzić to osobiście :-)

Po drugie:
Zorganizowanie jakiejkolwiek publicznej imprezy wiąże się z dużymi kosztami (wynajem sali, druk plakatów itp...), jakie musi ponieść organizator - w tym wypadku ośrodek buddyjski. Nie jest tak, jak piszesz, że pieniądze nie mają znaczenia - w pewnych sytuacjach mają one dość istotne znaczenie.

Po trzecie:
Buddyzm nie misjonuje, nie próbuje nawracać innych. Wychodzi się tu z założenia, że lepiej jest przekazywać nauki Buddy tylko tym, którzy są szczerze nimi zainteresowani. Dharma jest czymś tak cennym, że ktoś komu żal wydać 20 zł by się z nią zapoznać, powinien raczej zająć się czymś innym niż jej praktykowaniem? Historia buddyzmu zna wiele przypadków prawdziwych desperatów (np. Naropa, Marpa, Milarepa), którzy by otrzymać nauki od mistrza, byli w stanie naprawdę wiele znieść - znacznie więcej niż równowartość kilku piw.

Po czwarte:
Wiele materiałów na temat buddyzmu dostępnych jest bezpłatnie w Internecie, może z nich korzystać do woli każdy kogo to interesuje. Także odwiedzenie ośrodka medytacyjnego, kiedy nie jest organizowany w nim żaden publiczny wykład, nie wiąże się z żadnymi dodatkowymi kosztami, poza biletem na tramwaj.

(jw)




>>>>>>Zadaj pytanie: