Zadaj pytanie
 PYTANIE: 2003/004 poprzednie pytanie nastepne pytanie

>>> Jestem mężatką, ale zaangażowałam się emocjonalnie w inny związek uczuciowy, silniejszy od obecnego, w którym jestem. Czy jest to rezultatem karmy? I czy to w ogóle ma sens? Czy z punktu widzenia buddyzmy powinno się to zakończyć?

Jeżeli jesteś budystką, to problem, jaki przedstawiłaś, wymagałby raczej poważnej osobistej rozmowy z buddyjskim nauczycielem. Ze swojej strony mogę jedynie przedstawić pewien zarys buddyjskiego podejścia w takich sytuacjach.

Wszystko jest wynikiem karmy, którą tworzymy - dotyczy to również związków, jakie nawiązujemy z innymi ludźmi, jeżeli są one szczególnie głębokie, najprawdopodobniej wynikają z naszych wcześniejszych bliskich kontaktów w przeszłym życiu. Buddyzm zwraca szczególną uwagę na wolność człowieka, będąc wolnymi istotami sami kształtujemy własne życie. Chociaż jest ono uwarunkowane naszymi wcześniejszymi decyzjami, to jednak najczęściej posiadamy pewną możliwość, możemy podejmować różne wybory, także dotyczące tego, z kim chcemy dzielić nasze życie.

W buddyzmie rozstawanie się partnerów nie jest czymś nagannym, niewłaściwe jest tylko ranienie innych powodowane egoistyczną motywacją. Lama Ole Nydahl w jednym z wywiadów powiedział, że w przypadku pojawienia się trudnych sytuacji w związku, jeżeli istnieje przynajmniej 30% szansy na wspólne znalezienie rozwiązania problemu, zaleca partnerom by pozostali razem.

Jeżeli uważasz, że dotychczasowy związek umarł już śmiercią naturalną i istnieje tylko formalnie, że nowy partner jest tym właściwym i nie jest to tylko przelotna przygoda, to dobrze byłoby szczerze porozmawiać o swoich uczuciach i rozterkach z mężem, w taki sposób, żeby go nie ranić i nie obciążać w pełni odpowiedzialnością za kryzys, jaki pojawił się w waszym związku. Być może podczas takiej rozmowy pojawią się nowe możliwości, a twoja ocena sytuacji ulegnie zmianie. Życzę powodzenia.

Podobne pytania:
2001-026
2002-089

(jw)




>>>>>>Zadaj pytanie: