Zadaj pytanie
 PYTANIE: 2002/089 poprzednie pytanie nastepne pytanie

>>> Chciałbym zapytać jak prawdziwy buddysta powinnien radzić sobie z tak złudnymi uczuciami jak zauroczenie czy zakochanie? W "12 ogniw - nieustanne krążenie" jest kilka wskazówek, ale są one małodokładne i jest ich niewiele (strzeżenie bram umysłu, świadomość tego co się dzieje w naszym umyśle) - tym bardziej, że podczas tego specyficznego stanu trudno jest nad czymkolwiek się skupić, czując cierpienie związane z brakiem bliskiej osoby. Czasami zastanawiam się nad zerwaniem związku, ale nie wydaje mi się to odpowiednią drogą...

Nauki buddyjskie mówią o potrzebie tzw. "Dwóch Nagromadzeń", bez których niemożliwy jest prawdziwy rozwój - chodzi tu o nagromadzenie mądrości oraz dobrych wrażeń. Dobre wrażenia wynikają z umiejętnego i właściwego działania. Kiedy obchodzimy się z miłością w zdrowy a nie psychotyczny sposób, wówczas jest ona źródłem dobrych wrażeń czyli takich, w których nie ma cierpienia. Są ludzie, którzy podchodzą do zjawisk w sposób pełen lgnięcia, którym niezwykle trudno jest właściwie obchodzić się z sytuacjami - dla nich Budda przekazał drogę rozwoju opartą na mnisich ślubowaniach. Są też ludzie, którzy mają bardzo otwarte podejście do zjawisk, nie starają się zamykać ich w garści, ponieważ wiedzą, że ostatecznie nie jest to możliwe. Mówi o tym Czittawiszuddippa-Karana: "Jeżeli cieszą się nią głupcy, miłość staje się więzieniem. Ta sama miłość przeżywana przez mądrych, przynosi wyzwolenie".

Zerwanie bliskiego związku z drugą osobą jest najmniej rozwijającym działaniem - nie prowadzi do naprawdę głębokiego zrozumienia własnych uwarunkowań i reakcji, i w bardzo słabym stopniu pomaga przekroczyć własne ograniczenia. Najczęściej zerwanie związku to zwykła ucieczka przed emocjami, nad którymi nie potrafimy zapanować i których się boimy. Jednak kiedy jesteśmy w 100% pewni, że doświadczane w związku z drugą osobą emocje naprawdę przekraczają nasze możliwości, to wówczas najlepiej jest po przyjacielsku się rozstać.

Warto jest zastanowić się nad tym dlaczego cierpię, kiedy nie ma w pobliżu ukochanej osoby? Co sprawia, że czuję się do niej tak mocno przywiązany? Czego mi tak bardzo brakuje, a co ona w moim mniemaniu posiada, że cierpię z powodu rozstania? Czy naprawdę to, czego mi brak nie znajduje się ukryte gdzieś we mnie? Czy kocham drugą osobę w sposób bezinteresowny, czy też jest w tym znamię egoizmu, transakcji uczuciowej? Czy miłość powinna prowadzić do wyzwolenia i radości czy do zniewalającego przywiązania? Dzięki takiemu postawieniu pytań można będzie lepiej poznać siebie i własną motywację. Jeżeli doda się do tego praktykę medytacyjną, to pewnego dnia może się okazać, że nie ma żadnych bram umysłu, których należałoby strzec, a utrzymywanie umysłu w stanie pełnej przytomności nie będzie wymagało żadnego wysiłku.

Proszę zapoznać się również odpowiedziami na pytania 2001-026 i 2001-024.

Polecam także teksty z magazynu "Diamentowa Droga":

Świat jest odbiciem naszego umysłu...
- rozmowa z Lamą Ole Nydahlem o związkach partnerskich.
część 1
część 2
MIŁOŚĆ I PARTNERSTWO - Lama Ole Nydahl

(jw)




>>>>>>Zadaj pytanie: