|
Szczęście to...
Matthieu Ricard w rozmowie z Richardem Gere
Informacje na Wikipedii: Matthieu Ricard, Richard Gere.
|
|
|
Richard Gere: Zacznijmy od tego, skąd przyjechałeś i co się złożyło na twoją obecną sytuację.
Matthieu Ricard: ByÅ‚em zwykÅ‚ym facetem, udaÅ‚o mi siÄ™ jednak spotkać inspirujÄ…cych ludzi z różnych krÄ™gów. PozwoliÅ‚o mi to zrozumieć, co to znaczy być dobrym czÅ‚owiekiem, a co niekoniecznie idzie z tym w parze. Ponieważ mój ojciec byÅ‚ filozofem, wybitni francuscy myÅ›liciele czÄ™sto odwiedzali nasz dom. ByÅ‚o tam też wielu artystów, gdyż moja matka malowaÅ‚a. SzkoliÅ‚em siÄ™ wiÄ™c na naukowca i na muzyka. W wieku szesnastu lat jadÅ‚em obiad ze Stravinsky’m, a mój przeÅ‚ożony z Instytutu Pasteura dostaÅ‚ NagrodÄ™ Nobla z medycyny.
Najbardziej jednak uderzyło mnie to, że nie było żadnej istotnej zależności pomiędzy właściwościami danej osoby a jej szczególnym geniuszem. Można być doskonałym pianistą i jednocześnie irytować wszystkich dookoła! [śmiech publiczności] Albo wybitnym ogrodnikiem, z którym nie sposób wytrzymać. Można też być wpływowym myślicielem, który dokucza całej swej rodzinie. Ale równie dobrze można być całkiem miłym człowiekiem. Nie istniała, jak się zdaje, żadna zależność między geniuszem a ogólnym usposobieniem danej osoby. Marzyłoby mi się grać w szachy tak jak Bobby Fisher, ale nigdy nie chciałbym być taki jak on. Spojrzałem na to zjawisko w nowy, znaczący sposób, gdy wyjechałem do Indii w 1967 roku i poznałem naprawdę wielu wybitnych ludzi.
Richard Gere: Co cię sprowadziło po raz pierwszy w Himalaje?
Matthieu Ricard: ObejrzaÅ‚em film dokumentalny zatytuÅ‚owany "Przekaz z Tybetu" ("The Message of the Tibetans"), nakrÄ™cony przez francuskiego filmowca Arnauda Desjardins. SpÄ™dziÅ‚ on sześć miesiÄ™cy w Himalajach, rejestrujÄ…c na taÅ›mie wszystkich wielkich nauczycieli tybetaÅ„skich, którzy uciekli przed chiÅ„skÄ… inwazjÄ… na ich kraj. Ostatnie dziesięć minut tego dokumentu ukazuje w ciszy twarze tych niezwykÅ‚ych postaci, jedna po drugiej. ByÅ‚y zadziwiajÄ…ce. RóżniÅ‚y siÄ™ miÄ™dzy sobÄ… – niektóre z dużymi nosami, inne uÅ›miechniÄ™te, jeszcze inne dość surowe – jednak wszystkie ukazywaÅ‚y tÄ™ samÄ… jakość bycia. PrzejawiaÅ‚y ludzkie cechy, które chciaÅ‚oby siÄ™ posiadać, caÅ‚kiem odmienne od tego typu geniuszu, z którym dotychczas przyszÅ‚o mi obcować. To wÅ‚aÅ›nie zainspirowaÅ‚o mnie do pierwszej podróży.
Potem sam spotkałem nauczycieli. Zauważyłem, że posiadali siłę, która nic nie narzucała, nie próbowała poniżać. Była inspirująca. Ludzie ci promieniowali niezwykłą dobrocią. Nagle pomyślałem, że wspaniale by było osiągnąć w tym życiu coś podobnego.
Richard Gere: Ile czasu zajęło ci podjęcie decyzji o wyjeździe na dobre?
Matthieu Ricard: Przebywałem w Instytucie Pasteura, lecz mój umysł wciąż wędrował do Dardżylingu, pomyślałem więc, że trzeba coś zrobić z tą sytuacją. Po zrobieniu doktoratu postanowiłem wrócić do Indii i zostać tam. To był dobry moment. Skończyłem pracę i miałem już kilka publikacji naukowych.
Richard Gere: Co za skromność! Porzuciłeś zaczątki czegoś, co mogło się okazać błyskotliwą karierą naukową.
Matthieu Ricard: To prawda, ludzie mnie pytają, skąd ta drastyczna zmiana. Nie myślałem o tym w ten sposób. Pojechałem po prostu tam, gdzie życie zdawało mi się oferować większe spełnienie. Istniała pewna logiczna ciągłość między badaniem bakterii a poznawaniem umysłu i mechanizmów szczęścia. Myślałem, że robię dobry interes! [śmiech publiczności]
Richard Gere: Ostatecznie zostałeś bliskim uczniem i tłumaczem J.Ś. Dilgo Czientse Rinpocze. Możesz coś o tym opowiedzieć?
Matthieu Ricard: ByÅ‚ on jednym z najbardziej uwielbianych nauczycieli Å›wiata tybetaÅ„skiego oraz nauczycielem Dalaj Lamy. SpÄ™dziÅ‚ trzydzieÅ›ci lat na odosobnieniu – nie każdy z nas by to potrafiÅ‚. W drugiej poÅ‚owie swego życia caÅ‚kowicie poÅ›wiÄ™ciÅ‚ siÄ™ innym. MógÅ‚ nauczać od Å›witu do nocy tysiÄ…ce ludzi na raz i nawet w trakcie posiÅ‚ku byÅ‚y przy nim dwie lub trzy osoby, którym przekazywaÅ‚ nauki. ByÅ‚ peÅ‚en prostoty, a jednoczeÅ›nie przypominaÅ‚ górÄ™ – wielki na sześć stóp i pięć cali. SpÄ™dziÅ‚em z nim piÄ™tnaÅ›cie lat i nie pamiÄ™tam, by kiedykolwiek wyrzÄ…dziÅ‚ komuÅ› krzywdÄ™. MógÅ‚ być bardzo surowy, ale nigdy nie raniÅ‚. Znaczenie guru nie polega na decydowaniu o każdej chwili twojego życia, ale na pokazywaniu ci, czym możesz siÄ™ stać.
Richard Gere: Czy miałeś jakieś traumatyczne doświadczenia w dzieciństwie, okres dotkliwego cierpienia, który skłoniłby cię do poszukiwania drogi do szczęścia?
Matthieu Ricard: Zabawne, mój przyjaciel kiedyÅ› powiedziaÅ‚: „jesteÅ› ostatniÄ… osobÄ…, która powinna napisać książkÄ™ na temat szczęścia. Ty tak naprawdÄ™ nigdy nie cierpiaÅ‚eÅ›!” [Å›miech publicznoÅ›ci]
Richard Gere: To prawda.
Matthieu Ricard: SkÄ…d wiesz?!
Richard Gere: Ja cierpiałem! Ja wiem, co to cierpienie! [śmiech publiczności] O co więc tak naprawdę chodzi z całym tym szczęściem, Matthieu?
Matthieu Ricard: Cóż, trzeba przyznać, że to sÅ‚owo jest dość niejasne. A francuscy intelektualiÅ›ci go wrÄ™cz nie znoszÄ…. PowiadajÄ…: „szczęście nas nie interesuje”. Nawet Goethe stwierdziÅ‚, że trzy dni niezmiennego szczęścia byÅ‚yby nie do zniesienia. [Å›miech publicznoÅ›ci] Cierpienie jest takie fajne, zmienia caÅ‚y czas swoje odcienie i ksztaÅ‚ty, natężenie. Ale tak naprawdÄ™ ludzie mylÄ… uczucie przyjemnoÅ›ci z prawdziwym szczęściem. JeÅ›li chodzi o przyjemność, rzucamy siÄ™ na coÅ›, potem dodajemy coÅ› innego, i jeszcze innego, i wreszcie padamy wyczerpani i zaÅ‚amani. Ludzie nie myÅ›lÄ… o szczęściu jako o sposobie bycia, ponieważ majÄ… na myÅ›li przyjemność, która zależy od okolicznoÅ›ci. Jest uwarunkowana. Jedna porcja lodów jest wyÅ›mienita, dwie sÄ… OK, ale po trzech jest ci niedobrze. Tak dziaÅ‚a przyjemność.
Richard Gere: W swojej nowej książce „W obronie szczęścia” mówisz o chwilach prawdziwego szczęścia, nie tego z gatunku lodów na patyku, ale o chwilach, które pamiÄ™tamy w głębi serca – uÅ›miech dziecka, malowniczy zachód sÅ‚oÅ„ca, odciÄ…gajÄ…cy nas od nas samych, chwile, gdy rozpuszcza siÄ™ idea ego, gdy doÅ›wiadczamy prostej siÅ‚y życiowej drugiego czÅ‚owieka, albo choćby naszej wÅ‚asnej, bez filtra konceptualnego umysÅ‚u z jego szumem negatywnych, zatruwajÄ…cych życie myÅ›li.
Matthieu Ricard: Ten wgląd jest nam wrodzony. Maszerujemy po śniegu, pod gołym niebem i jest nam dobrze. Nie ma wewnętrznych konfliktów. Kiedy okazujesz dziecku zwyczajną szczodrość, bez żadnych zobowiązań, nie oczekując pochwały ani nagrody, odczuwasz najczystszą miłość.
W chwilach takich jak ta zadajesz sobie pytanie, czy potrafiłbyś być taki przez cały czas. Gdy się rozgniewasz i myślisz, że masz stuprocentową rację, prawdopodobnie następnego dnia będziesz tego żałować. Tak więc, gdy zaczynasz odróżniać stany umysłu, które składają się na głębokie poczucie zadowolenia, od tych, które wydzielają jedynie trucizny umysłu i niszczą to zadowolenie u ciebie i u innych, zadajesz sobie pytanie, czy można pielęgnować jedne i dać sobie spokój z drugimi.
Czy jest to w ogóle możliwe? Jeśli te silne trucizny umysłu stanowią część naszej najgłębszej natury, to prawdopodobnie niszcząc je, niszczylibyśmy samych siebie. Jeśli jednak są podobne do powierzchownego malowidła, możemy je zmienić. Dlatego prawdziwe pytanie brzmi: czy te przeszkadzające emocje są niezbywalną częścią naszego umysłu, czy nie?
Richard Gere: Na jednym z seminariów z Dalaj Lamą w Instytucie Umysłu i Życia omawialiśmy sytuację, gdy umysł postrzega dane zdarzenie w sposób czysty, bez domieszki pamięci, bez żadnych projekcji ani czegokolwiek innego. Jest to niemal niezauważalnie krótki moment, po którym do akcji wkracza mózg i zaczyna mierzyć wszystko podług tego, co już zna. Przekształca on doświadczenie w taki sposób, by mieściło się w ramach, w których nauczył się już funkcjonować, w granicach tego, co jest mu znane. Czy mógłbyś opisać te różne warstwy umysłu i w jaki sposób ich funkcje są skorelowane z emocjami oraz z sercem?
Matthieu Ricard: Zwykle, gdy doÅ›wiadczamy takiej emocji jak gniew, identyfikujemy siÄ™ z niÄ… w peÅ‚ni. JesteÅ›my gniewem. Wychodzimy jednak na zewnÄ…trz w kierunku obiektu naszego gniewu – osoby, która byÅ‚a dla nas nieprzyjemna. Wówczas gniew staje siÄ™ dokuczliwy. Kiedy tylko widzimy lub wspominamy tÄ™ osobÄ™, pojawia siÄ™ też gniew. I tak bez koÅ„ca.
Zamiast jednak zwracać siÄ™ w stronÄ™ obiektu, możemy odciąć umysÅ‚ od gniewu, spojrzeć na niego tak, jakby siÄ™ patrzyÅ‚o na ogieÅ„ albo wulkan. Możemy mu siÄ™ uważnie przyglÄ…dać, spróbować rozpoznać gniew traktujÄ…c go jak ciekawe zjawisko. Gdy nam siÄ™ to uda, odetniemy go od jego paliwa – obiektu. Wówczas gniew musi ustÄ…pić podobnie jak „poranny szron wraz ze wschodzÄ…cym sÅ‚oÅ„cem”. Nie tÅ‚umimy go w sobie, byÅ‚oby to jak zamontowanie wewnÄ…trz siebie bomby zegarowej. Nie lekceważymy gniewu. Po prostu nie pozwalamy mu wybuchnąć. Pracujemy z nim tak, by go unieszkodliwić.
W naukach buddyjskich istnieje piÄ™kne porównanie: nasz umysÅ‚ jest jak powierzchnia lustra. Jej wÅ‚asnoÅ›ciÄ… jest to, że odbija wszelkie rodzaje obrazów – gniewne twarze, uÅ›miechniÄ™te twarze, smutne czy beznamiÄ™tne – nie przenikajÄ… one jednak samego lustra. Nie sÄ… jego częściÄ…. Gdyby byÅ‚y, zasÅ‚aniaÅ‚yby wszelkie inne obrazy. Obecna tam gniewna twarz uniemożliwiaÅ‚aby pojawienie siÄ™ twarzy uÅ›miechniÄ™tej. I podobnie istnieje czysta przytomność, czysta Å›wiadomość, z której wyÅ‚aniajÄ… siÄ™ wszelkie rodzaje myÅ›li.
Jeśli faktycznie tak się sprawy mają, to przeszkadzające emocje są zależne jedynie od przyczyn i warunków. Ćwicząc umysł, stosując właściwe środki zaradcze, zastępując gniew miłującą dobrocią albo chciwość wolnością wewnętrzną, możemy zmieniać mentalną panoramę. To jest właśnie medytacja. To bardzo egzotyczne słowo, jednak w istocie oznacza zaznajomienie się z pewnym sposobem bycia, pielęgnowanie wewnętrznych właściwości.
Richard Gere: W zasadzie to wszyscy jakoś medytujemy, podtrzymując pewne stany umysłu. Większość z nas jest przyzwyczajona do egocentryzmu, miłości własnej, gniewu czy nienawiści. Zasadniczo ludzie medytują na wrogość, chęć konkurowania z innymi. Potrzeba nam całkiem nowej drogi, by medytować na inne właściwości, takie jak miłość i współczucie, umiejętność wybaczania, altruizm czy troska o innych, a nie tylko o siebie.
Może powinniÅ›my bliżej przyjrzeć siÄ™ tej koncepcji „ja”? Czego nauczyÅ‚a ciÄ™ praca z tym pojÄ™ciem?
Matthieu Ricard: Kiedyś we Francji tłumaczyłem wykład J.Ś. Dalaj Lamy, gdy mówił o idei braku ego, która jest czymś nader dziwnym dla zachodniego odbiorcy. W przerwie posypało się wiele pytań odnośnie tego, co robić, kiedy już się nie ma ego: Jak funkcjonować? Jak działa wtedy przyczyna i skutek? Co z poczuciem odpowiedzialności, moralności czy etyki?
PowiedziaÅ‚em to Jego ÅšwiÄ…tobliwoÅ›ci, a on odparÅ‚: „To twoja wina. Źle przetÅ‚umaczyÅ‚eÅ›.” [Å›miech publicznoÅ›ci] OczywiÅ›cie, że mamy pewien rodzaj „ja”. Istnieje dynamiczny przepÅ‚yw doÅ›wiadczenia i Å›wiadomoÅ›ci i możemy go jakoÅ› nazwać, tak jak nazywamy jednÄ… rzekÄ™ Mississippi, a drugÄ… Ganges, sÄ… to bowiem różne strumienie wody wraz z wÅ‚aÅ›ciwymi im pejzażami, zaÅ› nazw używa siÄ™ po to, by je od siebie odróżnić. Nie ma tam jednak żadnego goÅ›cia, który wystawia z wody gÅ‚owÄ™, mówiÄ…c: „Jestem rzekÄ… Ganges!” PrzeÅ›wiadczenie, że potrzebujemy silnego indywidualnego „ja”, jest gotowym przepisem na cierpienie.
Richard Gere: Nie, to nieprawda. To jakiś fałsz.
Matthieu Ricard: To taki zwodziciel. To tak, jakby ktoÅ› przez caÅ‚e pokolenia używaÅ‚ twojej karty kredytowej. Gdyby istniaÅ‚ oddzielny byt zwany „ja”, pozbycie siÄ™ go przypominaÅ‚oby wyrywanie sobie serca z klatki piersiowej. Okazuje siÄ™, że przez zwykÅ‚e przylepienie etykietki do owego dynamicznego strumienia doÅ›wiadczeÅ„ potrzebujemy zaraz jakiegoÅ› ducha, który by go strzegÅ‚ i zadowalaÅ‚. Prowadzi to do nieustajÄ…cych problemów.
Richard Gere: Kim więc jest ów byt, który wykonuje medytację? Kim jest medytujący?
Matthieu Ricard: PojÄ™cie „ja” ma różne warstwy. Jedno jest typu: „(JA) żyjÄ™, jest MI zimno, (JA) jestem zÅ‚y, (JA) wstajÄ™ rano, (JA) jestem tutaj”. Owo „ja” jest chwilowe, jest odzwierciedleniem warunków, tego, czego dotychczas doÅ›wiadczyliÅ›my i co możemy odnieść do naszego obecnego doÅ›wiadczenia. I nie ma w tym nic niewÅ‚aÅ›ciwego.
Owo „ja” przykleja nastÄ™pnie etykietkÄ™: „(JA) jestem tÄ… osobÄ…, (JA) wiem, że zmieniÅ‚em siÄ™ od czasów dzieciÅ„stwa – moje ciaÅ‚o siÄ™ postarzaÅ‚o, mój umysÅ‚ doÅ›wiadczyÅ‚ zmiany – ale z pewnoÅ›ciÄ… musi istnieć jakieÅ› „ja”, które przeszÅ‚o całą tÄ™ drogÄ™. I to wÅ‚aÅ›nie JA. W przeciwnym wypadku nikt nie pozostaje”. Ów wyimaginowany oddzielny byt nabiera przesadnego znaczenia, przestaje być postrzegany jako dynamiczny strumieÅ„ doÅ›wiadczeÅ„. W ten sposób wpÄ™dzamy siÄ™ w kÅ‚opoty.
Istnieje strumieÅ„, ale nie ma Å‚odzi. JeÅ›li twój umysÅ‚ kreuje łódź, a ty niÄ… popÅ‚yniesz, okaże siÄ™ to zgubne dla twego ogólnego poczucia szczęścia. LgniÄ™cie, pożądanie, duma, zazdrość – te toksyczne emocje biorÄ… siÄ™ z przekonania o istnieniu oddzielnej, trwaÅ‚ej jednostki.
Richard Gere: To właśnie to przekonanie, ta podstawowa niewiedza jest źródłem wszystkich późniejszych problemów, prawda?
Matthieu Ricard: JeÅ›li krzykniesz w kanionie przekleÅ„stwo: „Ty draniu!”, wówczas powracajÄ…ce do ciebie echo sprawi ci frajdÄ™. JeÅ›li jednak powie to osoba siedzÄ…ca obok ciebie, bÄ™dziesz siÄ™ zastanawiaÅ‚, jakim prawem ona to powiedziaÅ‚a, poczujesz siÄ™ jak tarcza strzelnicza. Albo gdy w niedzielnie popoÅ‚udnie ucinasz sobie w Å‚odzi drzemkÄ™ na Å›rodku jeziora i nagle ktoÅ› na ciebie wpada, wyrywajÄ…c ciÄ™ ze snu, myÅ›lisz: „Co to za wariat zakłóca mój spokój i ciszÄ™?”. Kiedy jednak spostrzeżesz, że wpadÅ‚a na ciebie dryfujÄ…ca, opuszczona łódka, zaczynasz siÄ™ Å›miać.
Na czym polega różnica? Otóż z poczÄ…tku czuÅ‚eÅ› siÄ™ jak cel, myÅ›laÅ‚eÅ› że wioÅ›larz „ma coÅ› do ciebie”. Bez wioÅ›larza jednak, opuszczona łódka nie „miaÅ‚a nic do ciebie”. Co stanowi różnicÄ™? Owo „ciebie” stanowi różnicÄ™! Nic wiÄ™cej.
Richard Gere: Czy kiedy to sobie uświadomimy, wszystko już będzie w porządku?
Matthieu Ricard: No cóż, obudzenie w sobie mądrości zabiera dużo czasu. Każdy chce łatwych i szybkich efektów.
Richard Gere: I jak najtaÅ„szych! [Å›miech publicznoÅ›ci] Historia, którÄ… wÅ‚aÅ›nie opowiedziaÅ‚eÅ›, zrobiÅ‚a na mnie wielkie wrażenie. W Los Angeles Jego ÅšwiÄ…tobliwość Dalaj Lama dawaÅ‚ nauki kilku tysiÄ…com ludzi. W pewnym momencie przystanÄ…Å‚ i powiedziaÅ‚: „Wielu prosi mnie, bym im wskazaÅ‚ najszybszÄ… drogÄ™ do oÅ›wiecenia, jednak naprawdÄ™ chodzi im o najtaÅ„szÄ… drogÄ™”.
NastÄ™pnie opowiedziaÅ‚ historiÄ™ Milarepy, jednego spoÅ›ród wielkich Å›wiÄ™tych Tybetu, który przezwyciężyÅ‚ w swoim życiu ogromne przeszkody i osiÄ…gnÄ…Å‚ wyżyny oÅ›wiecenia. Pod koniec życia miaÅ‚ niezwykÅ‚ego studenta imieniem Gampopa, który, sam bÄ™dÄ…c sÅ‚awnym praktykujÄ…cym, przybyÅ‚ do niego z zamiarem intensywnego praktykowania. Kiedy nadszedÅ‚ czas, by Gampopa opuÅ›ciÅ‚ MilarepÄ™ i poszedÅ‚ wÅ‚asnÄ… drogÄ…, ten rzekÅ‚: „Synu, chcÄ™ ci teraz dać ostatniÄ… lekcjÄ™, chodź ze mnÄ…”. Zeszli w dół doliny, do pobliskiego lasu i wtedy Milarepa powiedziaÅ‚: „Teraz jestem gotów dać ci moje ostateczne nauki”, po czym odwróciÅ‚ siÄ™, podciÄ…gnÄ…Å‚ szaty i wskazaÅ‚ na swój tyÅ‚ek, w caÅ‚oÅ›ci pokryty odciskami od siedzenia w medytacji. OstatecznÄ… naukÄ… jest to, że całą robotÄ™ trzeba wykonać samodzielnie. Bez tego nic siÄ™ nie zmieni. PrzekonaÅ‚em siÄ™ o tym osobiÅ›cie. Najmniejszy nakÅ‚ad pracy wykonanej nad sobÄ…, jaki by nie byÅ‚, zwróciÅ‚ siÄ™ w caÅ‚oÅ›ci. Jest to proces poznawania umysÅ‚u. Obserwowania go, a nastÄ™pnie pracowania z nim.
Matthieu Ricard: Istota medytacji i pracy z umysłem nie polega jedynie na przyjemnym, chwilowym odprężeniu, na tym, że mamy potem lepszy dzień.
Richard Gere: Takie małe wakacje.
Matthieu Ricard: “Jestem taki zrelaksowany, leżę na plaży. Jest piÄ™knie!” Przecież nie w tym rzecz. Chodzi raczej o to, by zmienić pozycjÄ™ wyjÅ›ciowÄ…, do której wciąż powracamy – chodzi o nadanie tej podstawie wiÄ™kszego altruizmu, spokoju i zrównoważenia emocjonalnego.
Richard Gere: Czyli chodzi o więcej wolności, twórczej swobody, o współczucie i altruizm, o wszystkie wzniosłe emocje, które, notabene, cenimy jako cywilizacja.
Matthieu Ricard: Wolność jest tu pojÄ™ciem, z którym najÅ‚atwiej o nieporozumienia. SÅ‚yszaÅ‚em, jak mÅ‚oda dziewczyna mówiÅ‚a w radiu BBC: „Wolność polega na robieniu tego, co tylko przyjdzie do gÅ‚owy”. Oto najlepszy przepis na niekoÅ„czÄ…ce siÄ™ cierpienie.
Richard Gere: W swojej książce „W obronie szczęścia” podajesz przykÅ‚ad ludzi, których torturowano, a mimo to osiÄ…gnÄ™li prawdziwÄ… wolność.
Matthieu Ricard: Jedno ze Å›wiadectw, na które J.Åš. Dalaj Lama wciąż siÄ™ powoÅ‚ywaÅ‚, pochodziÅ‚o od mnicha, który przeszedÅ‚ niesamowite mÄ™ki w Tybecie – byÅ‚ wiÄ™ziony przez dwadzieÅ›cia lat, torturowany i rażony prÄ…dem. W koÅ„cu udaÅ‚o mu siÄ™ uciec do Dharamsali w Indiach i spotkać z Dalaj LamÄ…, który zapytaÅ‚: „Czy choć przez moment obawiaÅ‚eÅ› siÄ™ czegoÅ›?” Mnich odpowiedziaÅ‚: „Tak, obawiaÅ‚em siÄ™ jednej rzeczy – że mógÅ‚bym znienawidzić mojego oprawcÄ™ – gdyż prawdopodobnie to by mnie zniszczyÅ‚o i nie przeżyÅ‚bym”.
Prawdziwe spustoszenie nie pochodzi z zewnÄ…trz, ale od trucizn umysÅ‚u. PozbywajÄ…c siÄ™ ich, nabywasz niebywaÅ‚ej mocy i wolnoÅ›ci, do których wciąż możesz siÄ™ odnosić. Ta głębia daje ci siłę do pracy ze wszystkim, co staje na twej drodze. MajÄ…c tÄ™ głębiÄ™, czujesz, jakbyÅ› posiadaÅ‚ caÅ‚y ocean. Nie majÄ…c jej, jesteÅ› jak fale przy brzegu – raz pÅ‚yniesz szczęśliwy i zwyciÄ™ski, innym razem rozbijasz siÄ™ o skaÅ‚y i strasznie cierpisz.
Czasem ocean jest spokojny, jak piÄ™kne lustro, czasem zaÅ› jest wzburzony i panuje sztorm. To sÄ… wzloty i upadki prawdziwego życia – radoÅ›ci i smutki, sukcesy i porażki, twórcze i destrukcyjne sfery twojego życia – jednak głębia oceanu zawsze pozostaje niezmienna. JeÅ›li potrafisz siÄ™ uwolnić od sÅ‚użalczego posÅ‚uszeÅ„stwa wobec wÅ‚asnych myÅ›li – nawet w ciężkich sytuacjach – masz o wiele wiÄ™kszÄ… szansÄ™ na rozwój. Tu wÅ‚aÅ›nie leży prawdziwe szczęście.
Richard Gere: Jednym z najwiÄ™kszych problemów naszej kultury jest to, że nie spotkaliÅ›my ludzi, którzy doskonalili siÄ™ w ten sposób. To dlatego tak ciÄ™ uderzyÅ‚o spotkanie z najbardziej zaawansowanymi spoÅ›ród tybetaÅ„skich mistrzów medytacji. DostrzegÅ‚eÅ› inny sposób na życie. Kiedy dorastaÅ‚em, zauważyÅ‚em, że poprzeczka „dobrej istoty ludzkiej”, jakÄ… postawiliÅ›my w naszym spoÅ‚eczeÅ„stwie, poÅ‚ożona jest nader nisko. I wciąż to widzÄ™. Dostrzegam to u ludzi, którzy nami rzÄ…dzÄ…. Ilu spoÅ›ród nich chcielibyÅ›my naÅ›ladować?
Matthieu Ricard: Zachodni trening umysłu przez całe lata biegł w przeciwną stronę.
Richard Gere: Można jednak podnieść poprzeczkÄ™. Nauczyciele tybetaÅ„scy uwielbiajÄ… nauczać ludzi Zachodu, ponieważ ci pracujÄ… naprawdÄ™ ciężko. Zamiast podążać za Å›lepÄ… wiarÄ…, zadajÄ… trudne pytania, majÄ… dobre umysÅ‚y i mnóstwo energii. Może to być dla nas niesamowita szansa na rozwój i zmianÄ™ sposobu, w jaki normalnie funkcjonujemy. MoglibyÅ›my wymagać wiÄ™cej od naszych przywódców politycznych i peÅ‚niej uczestniczyć w spoÅ‚eczeÅ„stwach popierajÄ…cych mÄ…drość i współczucie – które powinny stanowić nasz produkt narodowy.
Taki wÅ‚aÅ›nie byÅ‚ Tybet – stanowiÅ‚ eksperyment, w którym caÅ‚a kultura i spoÅ‚eczeÅ„stwo oddane byÅ‚y pomnażaniu mÄ…droÅ›ci i współczucia, zaÅ› wysocy lamowie byli przywódcami. Ludzie mogli na nich spojrzeć i powiedzieć: „JeÅ›li wykonam podobnÄ… pracÄ™, bÄ™dÄ™ taki jak oni”. To dlatego TybetaÅ„czycy zostali tak dobrze przyjÄ™ci, gdy przybyli na Zachód. Ludzie spoglÄ…dajÄ… i mówiÄ…: „Rety, to naprawdÄ™ możliwe!”. To jest możliwe i istniejÄ… metody. Nauczyciele pokazali nam drogÄ™.
Matthieu Ricard: Jest to poparte doświadczeniem. Jeśli podejmiesz trud spoglądania w swój umysł, przekonasz się, jaki wpływ mają twoje trucizny umysłu na innych. Tak samo postępowali wielcy nauczyciele. Chcesz być szczęśliwy. Kiedy zazdrościsz innym, nie zazdrościsz im ich cierpienia, tylko szczęścia.
Richard Gere: Każdy z rozdziałów książki kończysz prostą medytacją. Może poprowadzisz jakąś na zakończenie naszej rozmowy?
Matthieu Ricard: Dobrze. Ponieważ nasz oddech jest czymÅ› najbardziej naturalnym, połączymy z nim medytacjÄ™ rozwijajÄ…cÄ… współczucie. Powiedzmy sobie: „Oby wszystkie istoty byÅ‚y wolne od cierpienia. Niech moje cierpienie zastÄ…pi cierpienia innych”. WciÄ…gajÄ…c powietrze, wchÅ‚aniamy cierpienie innych, ale nie pozwalamy mu stać siÄ™ niepotrzebnym ciężarem. Rozpuszczamy je w sercu w potężne jasne Å›wiatÅ‚o. WydychajÄ…c, mówimy sobie: „Oby caÅ‚e szczęście, którego doÅ›wiadczyÅ‚em, wszystkie dobre rzeczy, które zrobiÅ‚em, byÅ‚y podarunkiem dla wszystkich istot”. Powtarzamy to ćwiczenie wciąż od nowa.
W tej metodzie przyjęcie na siebie cierpienia innych posiada wyzwalającą moc. Zmieniając swoją postawę, wkrótce będziemy w stanie zmieniać również swoje otoczenie. Nie tylko osiągniemy wewnętrzny błogostan, ale również wzrośnie nasze współczucie w kontakcie z innymi. Bezustanna praktyka sprawi, że stanie się to naszą drugą naturą i odkryjemy całkiem nowy sposób obcowania z innymi. [długa przerwa na medytację]
Richard Gere: To było niesamowite. Nie wiem, jak to rozumieć. Było mi naprawdę dobrze spędzić ten czas razem z wami. Mam teraz materiał do przemyśleń. Czuję otwartość i wewnętrzne ciepło. Dziękuję.
Matthieu Ricard: Dziękuję ci bardzo za twoją szczodrość.
|
źródło: magazyn "Shambala Sun", tłumaczenie: Bartłomiej Męczyński |




