|
Otwarto?? - pierwszy warunek dialogu
Jaros?aw Wierny
Bracia, je?eliby kto? z zewn?trz mówi? co? przeciwko Doktrynie lub Zakonowi, to nie powinni?cie ani mie? mu tego za z?e, ani ?ywi? do niego w sercu o to urazy czy z?ej woli; bo je?liby?cie czuli z tego powodu gniew lub nieukontentowanie, to nie b?dziecie w mo?no?ci oceni?, jak dalece jego mowa jest dobra albo z?a.
|
W bie??cym wydaniu magazynu zamieszczam zbiór wypowiedzi b?d?cych komentarzem do trzech artyku?ów ks. Marka Dziewieckiego, w których to zosta?a nakre?lona pewna wizja buddyzmu. Mowa tu o artyku?ach opublikowanych m.in. w Internecie w serwisie katolickim OPOKA oraz na prywatnej stronie ksi?dza:
1. "ROLA DUCHOWO?CI W ?YCIU CZ?OWIEKA"
2. "MY?LENIE WED?UG BUDDYZMU"
3. "BUDDYZM, RZECZYWISTO?? I SENS ?YCIA"
Owa wizja buddyzmu, któr? przedstawia ks. Dziewiecki zdecydowanie odbiega od pogl?dów samych buddystów. W moim mniemaniu jest to spowodowane kompletn? nieznajomo?ci? i niezrozumieniem nauk Buddy. Po odbyciu prywatnej wymiany pogl?dów z ks. Dziewieckim prowadzonej przed rokiem za po?rednictwem poczty elektronicznej zdecydowa?em si? na nienag?a?nianie ca?ej sprawy w "Cyber Sandze" ufaj?c, ?e inteligentni i dociekliwi ludzie sami b?d? potrafili sobie odpowiedzie? na pytanie "Jak to naprawd? z buddyzmem jest?" W mi?dzyczasie otrzyma?em jednak od osób interesuj?cych si? buddyzmem korespondencj? z w?a?nie takim zapytaniem. Maj?c na wzgl?dzie dobro Nauk Buddy oraz dobro ludzi interesuj?cych si? nimi postanowi?em wróci? do tematu. Co? co si? zacz??o trzeba równie? doko?czy?. Parafrazuj?c s?owa ks. Dziewieckiego, nie jest moim celem polemika z jego ?wiatopogl?dem. Jako buddysta szanuj? jego prawo nie tylko do posiadania ale i g?oszenia w?asnych s?dów. Materia?y tu zebrane maj? na celu pomóc pozna? i lepiej zrozumie? buddyzm tym ludziom, których opinia o tej tradycji zosta?a ukszta?towana na podstawie artyku?ów ks. Dziewieckiego. Mam nadziej?, ?e równie? sam autor komentowanych tekstów wyniesie dla siebie po?ytek z prezentowanych materia?ów.
Poniewa? nie uwa?am si? za monopolist? i jedynie s?usznego interpretatora Nauk Buddy, poprosi?em kilku znajomych polskich buddystów (i nie tylko buddystów) o przedstawienie w?asnych opinii na ten temat. Reprezentuj? oni rozmaite tradycje wywodz?ce si? od Buddy Siakjamuniego: ?wieck? Therawad? oraz ró?ne szko?y Zen i Diamentowej Drogi. Ka?da z tych tradycji dysponuje odmiennym podej?ciem do nauk Buddy i k?adzie nacisk na ró?ne jej aspekty tak, ?eby jak najlepiej odpowiada? potrzebom konkretnej praktykuj?cej osoby - ks. Dziewieckiemu nie uda?o si? zbli?y? w swej interpretacji do ?adnej z wypowiedzi praktykuj?cych buddystów.
Jako, ?e opublikowane teksty w wyczerpuj?cy sposób odnosz? si? do omawianej twórczo?ci, nie przedstawiam w?asnego szczegó?owego komentarza. Chcia?bym jedynie nawi?za? do my?li przedstawionej przez ksi?dza, dotycz?cej przestrzegania praw etycznych wynikaj?cych z buddyjskiego ?wiatopogl?du.
W jednym ze swych artyku?ów ks. Dziewiecki napisa?: "(...) wed?ug buddyzmu nie ma sensu staranie si? o dobre, szlachetne post?powanie, gdy? ?adnego post?powania nie ma. Wszystko rozgrywa si? jedynie wewn?trz umys?u. St?d w buddyzmie k?adzie si? nacisk na 'doskonalenie umys?u', a nie doskonalenie post?powania, jak w chrze?cija?stwie." Na tyle, na ile sam znam chrze?cija?stwo s?dz?, ?e doskonalenie post?powania w tej religii nie jest uwa?ane za cel sam w sobie lecz stanowi jeden ze ?rodków maj?cych na celu zapewnienie sobie samemu zbawienia. Nie jest te? to ?rodek najwa?niejszy, poniewa? niezb?dna w chrze?cija?stwie jest przede wszystkim wiara. ?wiadczy o tym chocia?by kolejno?? przykaza? w Dekalogu, te które znajduj? si? na pocz?tku nie s? zwi?zane z post?powaniem wobec bli?nich lecz dotycz? zasad wiary. Podobne utylitarne podej?cie do etyki wyst?puje w buddyzmie, bez rozwijania szlachetnego i etycznego post?powania nie jest mo?liwe urzeczywistnienie stanu najwy?szej doskona?o?ci - jednak tutaj element wiary w Boga jako zewn?trznego ?ród?a norm post?powania nie odgrywa ?adnej szczególnej roli.
Gdyby zastosowa? sposób argumentacji ksi?dza, mo?na by z powodzeniem udowodni? tez?, i? wed?ug chrze?cija?stwa "nie ma sensu staranie si? o dobre, szlachetne post?powanie" nakazane w Dekalogu, gdy? wszystkie winy zostan? i tak wybaczone w jednej chwili na ?o?u ?mierci podczas spowiedzi - wystarczy odrobina dobrej woli i okazanie skruchy, co w obliczu tak radykalnie zmieniaj?cego si? stanu istnienia, jakim jest proces umierania, nie wydaje si? szczególnie k?opotliwe. Stosowne cytaty popieraj?ce t? tez? mo?na odnale?? w Pi?mie ?wi?tym np. "Je?li wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpu?ci nam grzechy, i oczy?ci nas od wszelkiej nieprawo?ci." (1 Jan 1,9).
Ksi?dz Dziewiecki próbuj?c potwierdzi? swój s?d przytacza my?l, z któr? cz?sto mo?na si? zetkn?? czytaj?c buddyjsk? literatur?: ">>O?wiecony<< Budda nie musi ju? respektowa? norm moralnych". Niestety czyni to bez wi?kszego zrozumienia, a wstawienie s?owa o?wiecony pomi?dzy cudzys?ów ju? ca?kowicie zaciemnia spraw?. Na okre?lenie stanu buddy, czyli o?wieconego umys?u u?ywa si? w Tybecie terminu sang-dzie, gdzie sang oznacza 'oczyszczony' a dzie t?umaczy si? jako 'w pe?ni rozwini?ty' - chodzi tu o stan umys?u oczyszczony z niewiedzy, w którym rozwijaj? si? jego wszystkie najlepsze w?a?ciwo?ci. O?wiecony, a co za tym idzie w pe?ni doskona?y umys? b?d?cy rezultatem "buddyjskiego doskonalenia umys?u" nie musi ju? stosowa? si? do ?adnego regulaminu. O?wiecony umys? nie zmusza si? do bycia mi?uj?cym, poniewa? sam jest ?ród?em Mi?o?ci. Jest Mi?o?ci? i M?dro?ci?, Wolno?ci? i Rado?ci?, Nieustraszono?ci? i Najwy?sz? Prawd?.
W kolejnym fragmencie przytoczona zostaje historia opuszczenia przez Budd? w?asnej ?ony i ma?ego synka, ma to by? kolejny dowód potwierdzaj?cy przewrotne tezy ksi?dza jakoby celem buddyzmu by?o "niepowstrzymywanie si? od zadawania cierpienia" i "ucieczka od istnienia". Porzucenie rodziny przez Siddharth? Gautam?, historycznego Budd?, ma jednak miejsce nie jak to opisuje ksi?dz po lecz przed do?wiadczeniem o?wiecenia. Nie jest to wi?c rezultat odkrycia, ?e w?asna "?ona i syn w ogóle nie istniej?", samo o?wiecenie jak zosta?o zreszt? wy?ej wykazane do takiego stwierdzenia nie upowa?nia - Budda ani przed ani po o?wieceniu nie by? nigdy w ?adnym wypadku nihilist?, pozna? doktryn? ówczesnych indyjskich nihilistów jednak odrzuci? j? jako niespójn? logicznie. Tutaj ksi?dz popisa? si? nie tylko swoim niezrozumieniem Doktryny Buddyjskiej Pustki (?unyata), nierozdzielnej od fundamentalnej w buddyzmie Doktryny Dwóch Poziomów Prawdy (Yamvrti-satya i Paramartha-satya) ale równie? nieznajomo?ci? samej biografii za?o?yciela buddyzmu, co zaowocowa?o zamieszaniem chronologicznym i w konsekwencji kolejnym potwierdzeniem b??dnych pogl?dów.
Budda b?d?c synem króla przez wiele lat op?ywa? w dworskie dostatki i luksusy prowadz?c szcz??liwe ?ycie rodzinne a? do czasu kiedy to osobi?cie zetkn?? si? z cierpieniem spowodowanym przez staro??, chorob? i ?mier?. Porzucenie dotychczasowego stylu ?ycia by?o wynikiem, nie jak to widzi ks. Dziewiecki nihilistycznych zapatrywa? m?odego ksi?cia na rzeczywisto??, lecz zrozumieniem, ?e izolowanie si? od cierpienia jedynie przesuwa w czasie termin bezpo?redniej z nim konfrontacji. Ksi??? Gautama uda? si? na duchowe poszukiwanie ?ród?a cierpienia, jego przyczyny oraz metody, która pozwoli?aby w pe?ni si? z niego wyzwoli?. Towarzyszy?a mu przy tym jak najlepsza i najszlachetniejsza motywacja odkrycia Prawdy nie tylko dla w?asnego dobra ale dla wszystkich bez wyj?tku czuj?cych i do?wiadczaj?cych cierpienia istot. Czy?by ks. Dziewiecki na tyle s?abo zna? w?asn? tradycj? duchow? i nie potrafi? odnale?? w niej podobnych przyk?adów zachowa? nacechowanych tak g??bok? empati?? Ja takie podobie?stwo znajduj? np. w post?powaniu samego Jezusa czy te? jego aposto?ów, którzy porzucali wszystko co wed?ug nich samych b?d? spo?eczno?ci, w której przysz?o im si? urodzi? by?o uwa?ane za wyznaczniki w?a?ciwego ?ycia. Robili to po to, by ca?kowicie po?wi?ci? si? Prawdzie i drodze do niej. W Ewangelii ?w. ?ukasza mo?na odnale?? nast?puj?c? nauk? Jezusa odnosz?c? si? do takiego post?powania "Ktokolwiek przyk?ada r?k? do p?uga, a wstecz si? ogl?da, nie nadaje si? do królestwa Bo?ego". W Ewangelii ?w. Jana z kolei czytamy: "Kto mi?uje ?ycie swoje, utraci je, a kto nienawidzi ?ycia swego na tym ?wiecie, zachowa je ku ?ywotowi wiecznemu". Czy zinterpretowanie tych nauk jako zach?ty do "ucieczki od istnienia" i "niepowstrzymywania si? od zadawania cierpienia" nie by?oby pewnym nadu?yciem?
Tak radykalne podej?cie do rozwoju duchowego nie spotyka si? jednak z masowym na?ladownictwem, dlatego te? zarówno Budda jak i Chrystus udzielili nauk, do których z powodzeniem mo?e zastosowa? si? wi?cej ludzi ni? tylko nieliczne i najbardziej zdeterminowane jednostki. B?d?c buddyst? mo?na jednocze?nie dobrze funkcjonowa? w codziennej rzeczywisto?ci i pod??a? drog?, której cel pokaza? sam Budda poprzez swoje urzeczywistnienie. Krytyczny a zarazem otwarty umys? odgrywa w tym podej?ciu niezwykle istotn? rol?. W przypadku chrze?cija?stwa nacisk k?adzie si? z kolei na wiar?. Jak to si? ma do stwierdzenia ks. Dziewieckiego, i? w przeciwie?stwie do "wyrastaj?cego z legendarnych opowiada?" buddyzmu to w?a?nie chrze?cija?stwo "uczy korzystania z umys?u" niech oceni? sami czytelnicy "Cyber Sanghi". Jako wskazówka niech pos?u?y porównanie nauki Buddy zawartej w Sutrze do Kalamów: "Miejcie zaufanie do tego, co uznali?cie za prawdziwe po d?ugim sprawdzaniu, do tego, co przynosi powodzenie wam i innym" ze s?owami Jezusa spisanymi w Ewangelii wed?ug ?w. Jana: "(...) b?ogos?awieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli."
W mojej opinii ks. Dziewiecki zastosowa? s?owa swojego Nauczyciela do zbyt szerokiego zakresu spraw i uwierzy? w stworzony przez siebie obraz buddyzmu nie zadaj?c sobie ?adnego trudu podj?cia wnikliwszej weryfikacji tego pogl?du. Bez g??bszej refleksji zaakceptowa? napr?dce sklecone my?li, które mia?y na celu jedynie potwierdzenie narzuconego wcze?niej sobie samemu za?o?enia: "buddyzm jest gorszy od chrze?cija?stwa". Za?o?enia równie inteligentnego co "blondynki s? bardziej atrakcyjne od brunetek" albo "wojskowa grochówka jest smaczniejsza od budyniu waniliowego z jagodami", cho? zapewne prawdziwego z punktu widzenia katolickiego kap?ana.
Sk?d wzi??a si? u ksi?dza Dziewieckiego my?l "buddyzm jest gorszy od chrze?cija?stwa"? Uwzgl?dniaj?c obraz jego osoby jako dojrza?ego i inteligentnego m??czyzny, trudno zgodzi? si? z tym, ?e by?a to wy??cznie kwestia gustu. Warto w tym miejscu zwróci? uwag? no to, ?e ksi?dz Dziewiecki opisuj?c buddyzm w nieprzychylnym ?wietle kierowa? si? mimo wszystko najprawdopodobniej pozytywn? motywacj?, a mianowicie ch?ci? ostrze?enia ludzi przed relatywizmem moralnym, jaki w mniemaniu ksi?dza niesie z sob? Nauka Buddy. Na podstawie osobistych skojarze? nieprzystaj?cych do buddyjskiej tradycji filozoficznej (np. ?unyata=pustka=nico??=nihilizm), kilku sk?pych informacji oraz powyrywanych z kontekstu cytatów nast?pi?o w umy?le ksi?dza jednoznaczne zaszufladkowanie buddyzmu jako idei szkodliwej spo?ecznie, takiej która niesie z sob? zagro?enie dla najwy?szych ludzkich warto?ci. Idei szkodliwej tym bardziej, ?e dzia?a w sposób zakamuflowany, poniewa? za parawanem altruizmu czai si? nie tylko przyzwolenie na wszelkie niew?a?ciwe i okrutne zachowania ale równie? ich usprawiedliwienie. Ksi?dz Dziewiecki podj?? si? roli demaskatora, jednak pisz?c swoje artyku?y zdemaskowa? tylko w?asne nieobeznanie z tematem a nie jakie? ukryte w Dharmie tre?ci maj?ce na celu demoralizacj? ludzko?ci pod anarchistycznym has?em Hulaj dusza! Boga nie ma!.
By dope?ni? obrazu sytuacji "zaryzykuj?" nast?puj?c? diagnoz?. To niestety z?e nastawienie nie pozwoli?o ksi?dzu na bli?sze zapoznanie si? z tematem. Zwa?ywszy jednak na ogromny zakres tematyki wydaje si? to by? cz??ciowo usprawiedliwione - dog??bne poznanie buddyzmu wymaga nie tylko wieloletnich studiów teoretycznych ale równie? wnikliwej praktyki medytacyjnej. Cho? nie jestem zwolennikiem spiskowej teorii dziejów, to przypuszczam, ?e wymienione na pocz?tku artyku?y mia?y na celu manipulacj? opini? czytelników i w efekcie dyskredytacj? buddyzmu w ich oczach. S?dz?, ?e z?a wola o jak? podejrzewam ks. Marka Dziewieckiego, mo?e by? wynikiem l?ku. Przyczyna wszelkich l?ków tkwi zawsze w niewiedzy rozumianej w tym przypadku jako nieznajomo?? zjawiska, którego si? obawiamy. Z kolei katalizatorem wzmacniaj?cym ten stan mog? by? na przyk?ad w?tpliwo?ci co do s?uszno?ci w?asnego stanowiska. Lekarstwem na l?k nie mo?e wi?c by? próba szczelnego izolowania si? wobec nap?ywu nowych idei, nie mo?e to by? równie? paniczna ucieczka przed nieznanym ani chorobliwe pragnienie zniszczenia ?róde? naszych obaw - takie postawy prowadzi? mog? jedynie do pog??bienia l?ku i wzrostu dysharmonii pomi?dzy tym co dzieje si? na zewn?trz, a tym co prze?ywane jest w ?rodku cz?owieka. Jedynym rozs?dnym rozwi?zaniem jest otwarto?? wobec tego co nieznane i dotyczy to zarówno poziomu zewn?trznego jak i wewn?trznego. Otwarto?? jest tak?e pierwszym warunkiem równoprawnego dialogu, którego celem nie jest walka na ?mier? i ?ycie i pokonanie adwersarza poprzez narzucenie mu w?asnych pogl?dów lecz znalezienie p?aszczyzny wzajemnego porozumienia. ?ycie nie polega wy??cznie na rywalizacji ale tak?e na wspó?pracy. Warto o tym pami?ta?.
Podsumowuj?c twórczo?? ks. Dziewieckiego: konstruktywna krytyka jakiegokolwiek przedmiotu powinna opiera? si? na jego dog??bnym poznaniu. Komentowane "obja?nienia" ks. Dziewieckiego tego warunku nie spe?niaj?. Pod wzgl?dem merytorycznym kwalifikuje je to najwy?ej na poziomie, przepraszam za dosadno?? sformu?owania, przemy?liwa? rodem "z PRL-owskiej" budki z piwem, gdzie z braku lepszych argumentów ka?dy móg? ka?dego nazwa? "wariatem" nie ponosz?c za to ?adnych konsekwencji. Warto te? przypomnie? sobie w jaki sposób pozbywano si? w Zwi?zku Sowieckim niewygodnych dysydentów stanowi?cych zagro?enie dla sztywnego scentralizowanego systemu w?adzy. Jedn? z ch?tnie stosowanych metod by?o skierowanie do tzw. psychuszki czyli zamkni?tego zak?adu szpitalnego dla psychicznie chorych wydane na podstawie spreparowanego za?wiadczenia o chorobie umys?owej a jak s?usznie zauwa?y? ks. Dziewiecki podejmowanie dyskusji z cz?owiekiem chorym psychicznie jest niezwykle utrudnione. Powstaje jednak pytanie kto w rzeczywisto?ci by? wówczas bardziej chory? System czy opozycja?
Na zako?czenie chcia?bym wyrazi? zdziwienie faktem, ?e tego rodzaju teksty, maj?ce jedynie warto?? propagandow? publikowane s? na oficjalnej (!) polskiej stronie Ko?cio?a Katolickiego. Zdziwiony jestem tym bardziej, ?e na tym samym serwisie czytelnik odnajdzie tak?e takie teksty po?wi?cone buddyzmowi, które nie ra?? swym dyletanctwem a w bazie danych z odno?nikami do stron www w dziale "Religie niechrze?cija?skie" umieszczone s? adresy stron buddyjskich. W obliczu zmniejszania si? swoich wp?ywów niektórzy z katolickich kap?anów zacz?li si?ga? po te same metody podtrzymuj?ce autorytet jakie znamy z dzia?alno?ci panów Miloszevi?a, ?ukaszenki, Pinocheta czy Putina. Nie s? to dzia?ania specjalnie obiecuj?ce. O tym jak ko?cz? i co zostawiaj? po sobie dyktatury oraz jak konstruktywne efekty przynosi wymiana my?li ?wiadcz? zarówno historia jak i wspó?czesno??. Któr? z tych dróg obierze Ko?ció? Katolicki zale?y wy??cznie od nale??cych do niego ludzi. Pewn? nadziej? i optymizm niesie z sob? przekaz papie?a Jana Paw?a II zawarty niedawno w li?cie NOVO MILLENNIO INEUNTE: "W warunkach daleko posuni?tego pluralizmu kulturowego i religijnego, jakiego mo?na si? spodziewa? w spo?ecze?stwie nowego tysi?clecia, dialog ten [chodzi o dialog mi?dzyreligijny - przyp. JW] jest potrzebny tak?e po to, aby mo?na by?o po?o?y? trwa?e fundamenty pokoju i oddali? z?owieszcze widmo wojen religijnych, które sta?y si? przyczyn? rozlewu krwi w wielu okresach dziejów ludzko?ci. Imi? jedynego Boga musi si? stawa? coraz bardziej tym, czym naprawd? jest - imieniem pokoju i wezwaniem do pokoju".
Chcia?bym, ?eby przynios?o to wszystkim po?ytek.
Jaros?aw Wierny
|
. |




