Czy oglądając horrory, słuchając brutalnej muzyki itp. można zaburzyć, "skazić" swoją karmę? Czy jaźń może nie "odróżniać" tych wrażeń od prawdziwego cierpienia?
To, w jaki sposób zewnętrzne zjawiska wpływają na nas, nie zależy od nich samych, ale od naszego podejścia do nich. Generalnie negatywne wrażenia wpływają na nieoświeconą świadomość negatywnie, niezależnie od tego, czy są one doświadczane "naprawdę", czy podczas oglądania filmu, ponieważ wszystko ma ostatecznie tą samą naturę iluzorycznej gry zjawisk umysłu. Ważny jest sam umysł - ten kto przeżywa, a nie to co jest przeżywane.
Dobrze jest sobie postawić pytanie, co jest przyczyną pojawiania się u ciebie chęci poszukiwania tego rodzaju wrażeń? Bez uczciwego odpowiedzenia sobie na to, nie będziesz w stanie rozpoznać swojej motywacji, a tym samym nie będziesz wiedział, jak te sytuacje wpływają na ciebie. Można na przykład na jakiś czas (np. na miesiąc) całkowicie odpuścić sobie takie wrażenia i zobaczyć jak zachowuje się umysł, kiedy nie ma w nich oparcia. To może być bardzo ciekawe duchowe doświadczenie, z którego można się sporo nauczyć.
Jak już wspomniałem, istotne jest to, w jaki sposób odbieramy zjawiska. Czy umysł jest (nawet w bardzo subtelny sposób) wikłany przez nie, czy może udaje się nam zachować dostateczny dystans, by bez przeszkód cieszyć się wszelkimi aspektami życia i stawać się jeszcze bardziej współczującymi. Oczywiście każdą sytuację można wykorzystać w swojej praktyce, pytanie tylko, na ile jesteśmy zdolni to robić? Jeżeli nie potrafisz dostrzec w swoich ulubionych filmach czy muzyce niczego rozwojowego, to może nie warto się nimi zajmować?
W buddyzmie podkreśla się wartość dobrych doświadczeń, dzięki nim możemy rozbudzić w sobie zaufanie do pierwotnie doskonałej niedualistycznej natury umysłu, chciaż sami znajdujemy się jeszcze na poziomie dualistycznym. Poza tym horrory mają najczęściej bardzo kiepskie fabułki, z mocną muzyką sytuacja wygląda nieco lepiej. Sam lubię posłuchać od czasu do czasu "For victory..." Bolt Throwera czy "Roots" Sepultury, ta muzyka niesie z sobą dużą dawkę energii, którą można później właściwie ukierunkować. Odnośnie przekazu ideologicznego w takiej muzyce, to najczęściej jej twórcy zatrzymują się na poziomie Pierwszej Szlachetniej Prawdy, która mówi o "istnieniu cierpienia" i nie potrafią znaleźć żadnego rozwiązania tego problemu. Jeżeli już coś znajdą, to są to pomysły bardzo pomieszane, niespójne i przede wszystkim oparte na dualistycznym postrzeganiu świata.
Ważne, żeby nie zamykać się tylko w jednym klimacie i czasami z przyjemnością posłuchać ABBY albo obejrzeć "Misia" Barei. Przede wszystkim nie powinno się tracić poczucia humoru i dystansu do siebie.
(jw)
 Zadaj pytanie:
|