|
Wiara, rytua? i zabobony
Matthieu Ricard & Jean-François Revel
|
Jean-François: W wi?kszo?ci religii znajdziesz element rytualnej pobo?no?ci, która dla osoby z zewn?trz mo?e zakrawa? na fanatyzm czy ?lep? wiar? - wszystkie te wody ?wi?cone, ró?a?ce, palemki, odpusty, szczególnie skuteczne modlitwy, p?on?ce ?wieczki itd. Powszechnie przyjmuje si? jednak, ?e buddyzm jest inny, ?e mniej w nim rytua?u, przes?du i zabobonu. Wydaje mi si? wr?cz, ?e to w?a?nie ta wizja przyci?ga do buddyzmu wielu ludzi, zw?aszcza intelektualistów, których ra?? nazbyt, ich zdaniem, teatralne, irracjonalne czy sformalizowane aspekty innych wielkich religii. Musz? powiedzie?, ?e utwierdzam si? w przekonaniu, i? obraz ten jest mocno wyidealizowany - czy raczej oparty li tylko na znajomo?ci doktryny, ale nie codziennej praktyki. Wystarczy pojecha? do jakiego? buddyjskiego kraju i zajrze? do ?wi?tyni, by przekona? si?, ?e jest dok?adnie odwrotnie: to pandemonium najró?niejszych praktyk, recytacji, ?piewów, procesji, pok?onów itd. itp., które dla agnostyka, takiego jak ja, niczym si? nie ró?ni? od zabobonów czy obsesyjnego zrytualizowania prawos?awia, katolicyzmu, islamu albo judaizmu. Pójd? dalej i powiem, ?e tutejsze praktyki - którym oddajecie si? dzi?, w XX wieku, na naszych oczach - bardziej przypominaj? ?redniowieczny katolicyzm, ni? cokolwiek we wspó?czesnym Ko?ciele. Czy?by m?dro?? Buddy obros?a irracjonalnym, zewn?trznym i kompletnie mechanicznym rytualizmem?
Matthieu: Przede wszystkim, musisz zrozumie? ró?nic? - i dotyczy to wszystkich religii, nie tylko buddyzmu - mi?dzy rytua?em a zabobonem. Wiara zmienia si? w zabobon, gdy k?óci si? z rozumem i gubi zrozumienie g??bi znaczenia rytua?u. A rytua? ma g??bokie znaczenie. ?aci?skie s?owo ritus oznacza w ko?cu "w?a?ciwe dzia?anie". Wzywa do refleksji, kontemplacji, modlitwy, medytacji. Recytowane s?owa maj? przecie? znaczenie, które wymaga kontemplacji. A ju? na pewno jest tak w buddyzmie tybeta?skim. Je?eli przyjrzysz si? tre?ci rytua?u i zastanowisz nad recytowanymi s?owami, przekonasz si?, ?e jest on jak przewodnik, zawieraj?cy wszystkie elementy medytacji buddyjskiej - mi?o??, wspó?czucie, pustk? i tak dalej. Rytua? to praktyka duchowa, odprawiana w inspiruj?cej scenerii klasztoru lub ?wi?tyni. Masz tu atmosfer? g??bokiego spokoju. Masz muzyk? sakraln?, która nie porusza, lecz gasi emocje, i zach?ca do rozwijania uwagi. Widzimy w niej ofiar?, a nie form? artystycznego wyrazu. Niektóre rytua?y trwaj? bez przerwy, dzie? i noc, tydzie? a nawet d?u?ej. S? wówczas intensywn? praktyk? grupow?. Je?eli przedmiotem medytacji jest mandala, nacisk k?adzie si? na rozwijanie technik koncentracji i na bogactwo symbolicznych znacze?.
J.F.: Czy móg?by? mi powiedzie?, co to jest mandala? Mam o tym bardzo mgliste poj?cie.
M.: Mandala to symboliczny obraz ?wiata i istot, doskona?e miejsce i przebywaj?ce w nim bóstwa. "Bóstwa" mandali nie s? bogami; jak ju? mówi?em, buddyzm nie jest ani politeistyczny, ani monoteistyczny. To archetypy, ró?ne aspekty natury buddy. Medytacja zwi?zana z mandal? jest ?wiczeniem w "czystej percepcji", czyli widzeniu natury buddy we wszystkich istotach. Takie techniki wizualizacyjne pozwalaj? zmieni? nasze zwyk?e widzenie ?wiata - mieszank? czystego i brudnego, dobrego i z?ego - w g??bokie zrozumienie fundamentalnej doskona?o?ci ?wiata zjawisk. Wizualizuj?c siebie samych oraz wszystkie otaczaj?ce nas istoty jako doskona?e archetypy z panteonu "bóstw" buddyzmu tybeta?skiego, oswajamy si? z my?l?, ?e ka?dy ma natur? buddy. Dzi?ki temu przestajemy kierowa? si? wy??cznie cechami zewn?trznymi - urod? lub jej brakiem, przyjazn? czy wrog? postaw? itd. Krótko mówi?c, takie techniki s? niezwykle skutecznymi metodami, pomagaj?cymi nam odkry? pierwotn? doskona?o??, tkwi?c? w nas samych i we wszystkich istotach. Warto równie? doda?, ?e dla nauczycieli tybeta?skich rytua?y nie s? najwa?niejsz? rzecz?. Podczas "odosobnie?", o których opowiada?em ci wcze?niej, cz?sto nie odprawia si? ich w ogóle, po?wi?caj?c ca?y czas medytacji. Niektórzy - na przyk?ad wielki jogin Milarepa - otwarcie szydzili z wszelkich ceremonii i rytua?ów. Ró?norodno?? technik duchowych odpowiada ró?norodno?ci uczniów, a tak?e poszczególnym poziomom praktyki duchowej.
J.F.: ?wietnie, ale wczoraj widzieli?my t?um buddystów, którzy przyszli si? pomodli? przed tak? wielk? budowl?... Jak to si? nazywa?
M.: Stupa.
J.F.: W?a?nie. W?drowali wokó? niej ca?ymi godzinami, obchodz?c j? tylko z prawej strony. Pami?tam to z wycieczki do Bhutanu. Ci?gle kto? mi mówi?, ?e wokó? tych stup i ?wi?ty? trzeba chodzi? zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Wyja?nienie jako? ulecia?o mi z g?owy, cho? ?wietnie pami?tam, ?e nie by?o satysfakcjonuj?ce. Czy? to nie najzwyklejszy zabobon?
M.: To bardzo wa?na kwestia. Przyznasz chyba, ?e wi?kszo?? naszych codziennych czynno?ci ma charakter czysto utylitarny - i ?adnego g??bszego znaczenia. Z regu?y idziemy tylko po to, ?eby gdzie? jak najszybciej doj??, jemy, by nape?ni? brzuch, pracujemy, aby jak najwi?cej wyprodukowa? itd. Ale w spo?ecze?stwie przenikni?tym duchowo?ci? znaczenia maj? nawet najzwyklejsze czynno?ci. Idea? polega na tym, by nic nie by?o "zwyczajne". Kiedy idziesz, na przyk?ad, my?lisz, ?e kroczysz ku o?wieceniu. Gdy rozpalasz ogie?, ?yczysz wszystkim istotom, by wypali?y si? ich negatywne uczucia. Jedz?c, pragniesz, by ka?dy móg? pozna? smak kontemplacji. Uchylaj?c drzwi, otwierasz wrota o?wiecenia przed wszystkimi istotami. I tak dalej. Stupa? Tybeta?czycy uwa?aj?, ?e spacerowanie wokó? takiej ?wi?tyni wzbogaci ich bardziej ni? godzina joggingu. Stupa symbolizuje umys? Buddy (ksi?gi jego mow?, a pos?gi - cia?o). Poniewa? praw? stron? cia?a uwa?amy za wa?niejsz?, okazuj? szacunek Buddzie i jego naukom, obchodz?c stup? w?a?nie w taki sposób. Kiedy spaceruj?, ich umys?y zwracaj? si? ku Buddzie i jego s?owom.
J.F.: A po co wszystkie te freski, najwyra?niej przedstawiaj?ce jakie? bóstwa. My?la?em, ?e w buddyzmie nie ma bogów.
M.: Powtarzam przecie? ci?gle, ?e nikt nie traktuje ich jak bogów, to znaczy niezale?nych, autonomicznych istot. Symbolizuj? one ró?ne przymioty o?wiecenia. Je?eli "bóstwo" ma jedn? twarz, symbolizuje ona jedno??, absolut. Dwa ramiona - to jedno?? m?dro?ci pustki i skutecznych metod wspó?czucia. Je?eli bóstwo ma sze?? ramion, symbolizuj? one sze?? doskona?o?ci - szczodro??, dyscyplin?, cierpliwo??, pilno??, koncentracj? i m?dro??. Lepiej chyba patrze? na formy nasycone g??bok? symbolik?, przypominaj?ce o ró?nych elementach ?cie?ki duchowej, ni? na jakie? g?upie obrazki. Dzi?ki tym archetypom mo?emy wprz?c pot?g? naszej wyobra?ni w proces rozwoju duchowego i nie dawa? si? ponie?? bezsensownym my?lom. Najwi?kszym wrogiem uwagi s? w?a?nie nieokie?znane my?li. Techniki wizualizacyjne to naprawd? niezwykle skuteczne metody, pozwalaj?ce wyciszy? i skierowa? na okre?lony przedmiot najbardziej niespokojne, rozbiegane umys?y. Niektóre wizualizacje s? niezwykle z?o?one, ale wierz mi, nie rozpraszaj? umys?u, lecz tchn? we? spokój i równowag?. Do poprawnej wizualizacji trzeba trzech rzeczy. Po pierwsze, zdolno?ci do utrzymania w umy?le wizualizowanego obrazu (innymi s?owy, musisz raz po raz go przywo?ywa?, ilekro? zaczyna si? zaciera?). Po drugie, znajomo?ci symboliki przedmiotu medytacji i, po trzecie, zachowania ?wiadomo?ci pierwotnej natury buddy, która jest ci wrodzona.
J.F.: Kiedy ja widzia?em w ?wi?tyniach ludzi, bij?cych pok?ony przed wizerunkami Buddy. W ten sposób traktuje si? bóstwo, boga, bo?ka, ba?wana - ale nie m?drca.
M.: Z?o?enie pok?onu Buddzie jest form? okazywania szacunku i czci - niemniej nie bóstwu, ale najwy?szej, absolutnej m?dro?ci i temu, kto j? uosabia. M?dro?? Buddy oraz jego nauki maj? ogromn? warto?? dla osoby, która si? przed nimi sk?ania. Z?o?enie ho?du m?dro?ci jest równie? aktem pokory, a wi?c przeciwdzia?a dumie, uniemo?liwiaj?cej jakiekolwiek g??bokie przeobra?enie. "Na szczycie góry nie zbierze si? woda, a na kopcu dumy nie wzro?nie prawdziwa zas?uga", mówi stare przys?owie. Co wi?cej, pok?ony nie s? mechanicznym ?wiczeniem. Kiedy dotykasz ziemi d?o?mi, kolanami i czo?em - w sumie pi?? punktów - chcesz oczy?ci? pi?? trucizn: nienawi??, po??danie, ignorancj?, dum? i zazdro??, i przeobrazi? je w pi?? przeciwstawnych im aspektów m?dro?ci. Podci?gaj?c r?ce, gdy podnosisz si? z pod?ogi, my?lisz: "Obym wzi?? na siebie cierpienia wszystkich istot i uwolni? je raz na zawsze od wszelkiego bólu i jego przyczyn". W ten sposób wszystko, co robisz, nie jest puste, banalne, zwyczajne, ale staje si? cz??ci? praktyki duchowej.
J.F.: W chrze?cija?skim ?yciu monastycznym jedyn? rzeczywisto?ci? jest Bóg. ?wiat, w którym ?yjemy - "wiek", jak nazywali go francuscy katolicy w siedemnastym stuleciu - odwraca tylko uwag? od najwa?niejszego, od Boga. ?ycie religijne, ?ycie cz?owieka, który wycofuje si? ze ?wiata - czy b?dzie to Pascal w Port Royal czy kartuzja?ski zakonnik - polega wi?c na uwolnieniu si? od wszelkich "rozprosze?", od wszystkiego, co kieruje nasz? uwag? na ja?owe, codzienne sprawy, fa?szywe warto?ci, doczesne sukcesy, pró?n? satysfakcj?, maj?tek itd. Porzuciwszy sprawy, wokó? których toczy si? ?wiatowe ?ycie, mo?na po?wi?ci? ca?? uwag? jedynej relacji, która si? naprawd? liczy, relacji z Bogiem. Mnisi z Grande-Chartreuse porzucaj? ?wiat, by móc ca?kowicie skupi? si? na Bogu. W buddyzmie nie ma jednak transcendentnego Boga, czemu wi?c ma s?u?y? ?ycie w klasztorze lub w pustelni? Innymi s?owy, skoro buddyzm nie jest religi?, to czemu tak j? przypomina?
M.: Wydaje mi si?, ?e rozmawiamy o tym od paru dni. W ostatecznym sensie wszystkie te nazwy - religia czy system metafizyczny - nie maj? wi?kszego znaczenia. Duchowym celem buddyzmu jest osi?gni?cie o?wiecenia. Takiego samego o?wiecenia, jakie osi?gn?? Budda. ?cie?ka polega na kroczeniu ?ladami Buddy. Wymaga g??bokiego przeobra?enia strumienia naszej ?wiadomo?ci. Nic wi?c dziwnego, ?e ci, którym bardzo zale?y na pod??aniu ow? ?cie?k?, chc? jej po?wi?ci? ka?d? chwil?. Warunki zewn?trzne, zw?aszcza w przypadku pocz?tkuj?cych, mog? to u?atwi? albo utrudni?. To chyba oczywiste. Tylko ci, którzy osi?gn?li o?wiecenie, s? doskonale wolni od wszelkich uwarunkowa?, poniewa? ?wiat zjawisk jest dla nich otwart? ksi?g?, potwierdzaj?c?, ka?dym s?owem, prawd?, jak? odkryli. Osoba, która osi?gn??a najwy?szy poziom duchowego rozwoju, czuje si? tak samo w zgie?ku wielkiego miasta, jak w ciszy górskiej pustelni. Pocz?tkuj?cy musz? jednak szuka? warunków sprzyjaj?cych rozwijaniu koncentracji i przeobra?aniu my?li. W kieracie codziennego ?ycia proces przeobra?enia trwa?by znacznie d?u?ej. Co wi?cej, co? mog?oby go zak?óci?, a nawet przerwa?. Dlatego tybeta?scy praktykuj?cy sp?dzaj? cz?sto wiele lat w odosobnieniu. Chc? si? ca?kowicie po?wi?ci? duchowym poszukiwaniom i nawet na sekund? nie traci? z oczu ostatecznego celu, którym jest osi?gni?cie o?wiecenia dla dobra wszystkich istot.
J.F.: Jak zdefiniowa?by? o?wiecenie?
M.: Jako poznanie ostatecznej natury nas samych i zjawisk.
J.F.: W takim razie, powiedz mi jeszcze, prosz?, co buddyzm rozumie przez wiar?.
M.: To s?owo rzeczywi?cie ma na Zachodzie mnóstwo konotacji. Buddy?ci mówi? o czterech aspektach wiary. Pierwszy to poczucie zrozumienia i inspiracji, które pojawia si? w nas, gdy s?uchamy nauk duchowych, opowie?ci o ?yciu Buddy czy wielkich nauczycieli. Co? w rodzaju g??bokiego zainteresowania. Drugi aspekt to co? na kszta?t d??enia, aspiracji. Pragnienie, by wiedzie? wi?cej, by praktykowa? otrzymane nauki, pój?? w ?lady wielkich nauczycieli i krok po kroku osi?gn?? tak? sam? doskona?o??. O aspekcie trzecim mówimy, gdy wiara zmienia si? w pewno??, bior?c? si? z przekonania o prawdzie nauk i skuteczno?ci ?cie?ki duchowej, która daje nam coraz wi?cej satysfakcji i coraz wi?ksze poczucie spe?nienia. Jakby?my odkrywali pi?kno coraz lepiej widocznego pejza?u. I wreszcie osi?gamy poziom, gdy okoliczno?ci nie mog? w ?aden sposób zachwia? naszym przekonaniem i pewno?ci?. Nasza praktyka jest tak g??boka i stabilna, ?e mo?emy w??czy? w ni? dos?ownie wszystko, zarówno zdarzenia dobre, jak i z?e. Owa pewno?? staje si? drug? natur?, niewzruszon? wiar?. To tyle, je?li idzie o wiar? w buddyzmie. Dla porz?dku dodam jeszcze, ?e nie ma ona nic wspólnego z intelektem, lecz jest owocem odkrywania i osobistego potwierdzania prawdy duchowej ?cie?ki.
|
Fragment ksi??ki "Mnich i filozof" wydanej przez Biuro Informacji Gospodarczej (Szczecin 2000). |



Jean-François Revel to jeden z najwybitniejszych francuskich intelektualistów. Dwadzie?cia siedem lat temu jego syn Matthieu Riccard zrezygnowa? z obiecuj?cej kariery naukowej i zacz?? studiowa? i praktykowa? buddyzm tybeta?ski pod kierunkiem najznamienitszych nayczycieli naszych czasów. Ojciec i syn, filozof i mnich, spotkali si? w Nepalu, by zada? sobie pytania, które od wieków stawia sobie ludzko??. Czy ?ycie ma sens? Czym jest ?wiadomo??? Czy cz?owiek jest wolny? Co da?y nam odkrycia naukowe i post?p techniczny? Czym jest cierpienie, wojna, nienawi??? To nie jest abstrakcyjna rozmowa. Mówi? o etyce, prawach cz?owieka, odpowiedzialno?ci, wiedzy i wierze, o swoich poszukiwaniach sensu ?ycia. Poni?szy tekst pochodzi z trzynastego rozdzia?u ksi??ki 
