|
POP BUDDYZM czyli rozmowa z przyjacielem Wojtek Tracewski
Wojtek Tracewski
praktykuje buddyzm od ponad 20 lat. Rozpocz?? "karier?" nauczyciela buddyjskiego od wielotygodniowej wyprawy po Rosji. Po niespodziewanej pro?bie lamy Ole Nydahla, przeby? tras? z Irkucka do Polski prowadz?c pierwsze wyk?ady.
|
Pytanie: Buddyzm Kagyu na Zachodzie przybiera teraz form? "pop buddyzmu" - lekkostrawnego, ?atwego i przyjemnego. W twoim dzisiejszym wyk?adzie nie by?o jakiego? tematu, jakiej? my?li przewodniej, pewne rzeczy si? powtarza?y. Poda?e? 26 przyk?adów ze swojego ?ycia, 2 cytaty, by?y te? mo?e 2 m?dre przemy?lenia. Czy buddyzm nie schodzi do poziomu "fajnie i dobrze"? O historyjkach to mo?emy sobie porozmawia? przy herbacie...
Wojtek: Ka?dy z nas jest oczywi?cie ograniczony do swoich mo?liwo?ci, sk?onno?ci i charakteru. Dlatego mog? opowiada? o Dharmie tylko w taki sposób, w jaki sam j? rozumiem.
Je?eli chodzi o te 26 przyk?adów z ?ycia i 2 m?dre rzeczy, o których mówisz, to sytuacja jest o tyle czysta, ?e wi?kszo?? z was wie, jakie s? moje wyk?ady, jakich u?ywam przyk?adów itd. Je?li wi?c kto? przychodzi na mój wyk?ad, to prawdopodobnie zdaje sobie spraw?, co go czeka i by? mo?e robi to nawet celowo - albo rozumie nauki w podobny sposób, albo chce si? po?mia?, albo chce pos?ucha?, jak nie powinno si? mówi? o buddyzmie. To jest kwestia poda?y i popytu.
Nie potrafi? opowiada? o Dharmie w sposób intelektualny, nie jestem intelektualist?. Nauki podane w sposób tylko intelektualny s? cz?sto dla mnie samego po prostu nudne - zwykle nie potrafi? ich zapami?ta? ani tym bardziej zastosowa?. Jak móg?bym je wi?c przekazywa? dalej? Nauki musz? by? ?ywe, poniewa? maj? s?u?y? ?ywym ludziom. Dla mnie Dharma wydarza si? wtedy, kiedy moja ?ona zamiast przyj?? do domu wieczorem, przychodzi rano i w ten prosty sposób budzi we mnie zazdro??, gniew, pomieszanie, z?e ?yczenia, paranoj? i wszystkie pozosta?e buddyjskie grzechy g?ówne. Moralny upadek mojej ?ony jest dla mnie prawdziwie religijnym wydarzeniem, poniewa? nagle rzeczywi?cie co? si? dzieje, co? mo?e ruszy? z miejsca. Mog? wybra? pomi?dzy altruizmem a egoizmem, m?dro?ci? a g?upot?, mi?o?ci? a nienawi?ci?.
Dharma na pewno nie musi by? nudna. Nie powinna taka by?, bo inaczej nikt si? nie b?dzie rzeczywi?cie rozwija?, a o?rodki Kagyu pe?ne b?d? nudnych ludzi bez pasji i wspó?czucia.
Pytanie: Czy istnieje tylko Dharma teoretyczna i Dharma do?wiadczenia? Czy to s? jedyne mo?liwo?ci? Istniej? tylko dwie szko?y?
Wojtek: Jest znacznie gorzej. Teoretyczna Dharma prawdopodobnie w ogóle nie istnieje. Nawet je?eli Nauki mówi? szczegó?owo o 17 poziomach pustki, to wskazówki te s?u?? jedynie temu, by?my praktycznie w ?yciu do?wiadczyli pusto?ci zjawisk i nie robili dramatów z powodu niezr?cznych spó?nie? naszych bliskich.
Pytanie: Jest 16 poziomów pustki...
Wojtek: Nie, nie 16, tylko 17 - by? mo?e tradycyjni uczeni nie wiedzieli o tym ostatnim...
Dharma teoretyczna to po prostu metoda b?d?ca ?rodkiem do urzeczywistnienia celu. Nie mo?emy urzeczywistni? celu, je?eli uwa?amy metod? za cel - wtedy poznamy tylko metod?. Teoria jest oczywi?cie potrzebna, inaczej Budda w ogóle nie poda?by nauk. Jednocze?nie je?eli wiedza nie zmienia si? w do?wiadczenie, je?eli nie staje si? rzeczywistym rozwojem, jest ca?kowicie bezu?yteczna. Je?eli moja ?ona, wyw?oka, przychodzi ci?gle rano zamiast wieczorem, a ja za ka?dym razem zachowuj? si? jak cienki bolek, mimo ?e przeczyta?em 16 razy 16 ksi??ek o 16 poziomach pustki, to by? mo?e czego? w tej sytuacji brakuje. Prawdopodobnie Dharmy.
Teoria staje si? rzeczywi?cie prawd? dopiero wtedy, gdy zamienia si? w nasz? m?dro??, wspó?czucie i trwa?? rado??, niezale?n? od czasu i miejsca, od jakichkolwiek zewn?trznych warunków.
W historii linii Kagyu mnóstwo jest przekazów na ten temat. Bardzo interesuj?ca jest kariera Naropy, istnieje wiele historii o uczonych mnichach, którzy odwiedzali np. Milarep? i próbowali mu udowodni?, ?e s? od niego m?drzejsi. Najcz??ciej zostawali jego uczniami, natomiast on nie zostawa? nigdy uczniem ?adnego z nich. Nie dlatego, ?e lekcewa?y? Nauki, tylko dlatego, ?e w przeciwie?stwie do swoich uczonych go?ci, naprawd? je rozumia?.
Nauki same nie b?d? szcz??liwe i nie b?d? w stanie da? nikomu z nas szcz??cia, je?eli nie b?dziemy potrafili zr?cznie i szczerze ich zastosowa? i zobaczy? we w?asnym ?yciu. Budda nigdy nie poda? Dharmy jako gotowej i uporz?dkowanej biblioteki. Mówi? np. swoim uczniom, ?e ?ebrak którego widz?, by? w poprzednim ?yciu z?odziejem - to by?a prosta nauka o karmie, o przyczynie i skutku. U?ywa? normalnych sytuacji, konkretnych przyk?adów. Wszystko to zosta?o spisane i sklasyfikowane dopiero po jego ?mierci.
Pytanie: Wi?c mo?na wszystko upro?ci? i dostosowa? na w?asn? r?k?? Bez ryzyka, ?e buddyzm zmieni si? jednak rzeczywi?cie w "pop buddyzm"?
Wojtek: Te? si? nad tym zastanawia?em. Lama Ole ju? wiele lat temu zacz?? wyra?nie dostosowywa? tradycyjny styl szko?y Kagyu do nowej sytuacji szko?y Kagyu w zachodniej rzeczywisto?ci. Zastanawia?em si? nad tym, poniewa? ka?dy normalny cz?owiek potrzebuje do?wiadcze?, ?eby mie? ca?kowit? pewno??. Zostawi?em sobie jednak wystarczaj?c? ilo?? czasu, ?eby zobaczy?, co ?ycie potwierdzi, a czego nie. W rezultacie przekona?em si?, ?e jak zwykle wszystko jest w porz?dku - okaza?o si?, ?e mimo swego ?wie?ego opakowania, Dharma któr? przekazuje Lama Ole, prowadzi do rozwoju i daje ludziom szcz??cie. Dlatego jest warto?ciowa i nie jest powierzchowna. Po prostu.
Oczywi?cie to nieprawda, ?e wszyscy doskonale rozumiej? Lam?, doskonale rozumiej? Dharm? i stosuj? metody na tyle intensywnie i szczerze, na ile to tylko mo?liwe. Na pewno niektórych z naszych przyjació? interesuje tylko towarzyski aspekt buddyzmu. Z drugiej strony, czemu nie? To ich prywatna sprawa. Na pewno jest to lepsze, ni? je?li zainteresowa?aby ich towarzyska strona np. katolicyzmu, prawda? To by?oby dopiero nieporozumienie...
Lama Ole wk?ada ca?? swoj? energi? i czas w prac? dla Dharmy, istniej? równie? na pewno ludzie, którzy po prostu lubi? park w Kucharach, buddystki czy skoki z kolumn nag?a?niaj?cych, kiedy ju? wreszcie sko?cz? si? wyk?ady. Pomi?dzy jednym wariantem rozwoju a drugim, wydarza si? prawdopodobnie tysi?c prywatnych wersji praktyki - tyle, ilu jest praktykuj?cych. To jest bardzo osobista rzecz. My?l?, ?e nazwanie jakiej? ca?ej szko?y, mandali, czy grupy praktykuj?cych "pop buddyzmem", w odró?nieniu od innych grup praktykuj?cych, którzy s? prawdziwymi praktykuj?cymi, jest przynajmniej w z?ym stylu. Nie ma na ca?ym ?wiecie grupy ludzi, która robi?aby co? w?a?ciwie, istniej? tylko pojedyncze osoby, które s? wystarczaj?co zr?czne i skuteczne. Dosy? ryzykowne jest ocenianie innych negatywnie tylko dlatego, ?e lubi? piwo i panienki, a nie lubi? czyta? "Klejnotowej Ozdoby Wyzwolenia" Gampopy.
IX Karmapa stwierdzi? kiedy?: " Istnieje tylko jedna metoda pozwalaj?ca oceni? skuteczno?? naszej praktyki - je?eli naszego ego jest mniej, praktyka by?a dobra, je?eli jest go wi?cej, by?a z?a".
Nie ma innego kryterium.
Oczywi?cie trudno jest by? mo?e niektórym ludziom praktykowa? w mandali Lamy Ole, poniewa? potrzebuj? wyra?nej zewn?trznej dyscypliny, czy te? wol? nauki podane w tradycyjnym opakowaniu. Oznacza to jednak tylko, ?e je?eli ceni? sobie zwi?zek z nim, powinni albo postara? si? lepiej go zrozumie?, albo zmieni? nauczyciela.
Praktyk? równie? rz?dzi prawo poda?y i popytu. Ludzie przychodz? na czyj? wyk?ad, czy do jakiego? o?rodka, poniewa? styl, który tam panuje im odpowiada, mog? tam co? dla siebie znale??.
Oczywi?cie mo?liwe jest, ?e niektórzy - na przyk?ad ja - nieudolnie kopiuj? nauczyciela i w ten sposób tworz? powierzchowny styl, jednak je?eli rozejrzysz si? teraz dooko?a, zobaczysz, ?e tutaj w tej chwili nie uprawiamy seksu i nie pijemy piwa, tylko zajmujemy si? umys?em, rozmawiamy o czym? istotnym. Mo?e wi?c mandala Lamy Ole nie jest a? tak powierzchowna? Do seksu i piwa przejdziemy dopiero za chwil?...
My?l? ?e b?d?c uczniem Lamy Ole mo?na praktykowa? dobrze albo ?le, mo?na te? praktykowa? dobrze albo ?le b?d?c uczniem tradycyjnego, tybeta?skiego nauczyciela, bo to w ko?cu my praktykujemy, a nie nauczyciel.
Kiedy? zapyta?em dziewczyn?, która w?a?nie uko?czy?a tradycyjne trzyletnie odosobnienie, czy jest jeszcze mniszk?. Po prostu powinno si? inaczej zachowywa? w kontakcie z mniszk?, a inaczej w kontakcie z kobiet?, która nie ma zewn?trznych ?lubowa?, ani innych zahamowa?. Odpowiedzia?a mi: "Nie powiem ci". To by?a taka jej tajemnica...
O co chodzi? Je?eli sp?dzi?a trzy lata na odosobnieniu i próbowa?a rozpu?ci? swoje "ja", jednak ci?gle by?o dla niej tak wa?ne, czy ja wiem, ?e ona jest mniszk?, czy te? nie wiem, to by? mo?e w?a?nie taka praktyka jest powierzchowna. Znakomita wi?kszo?? zwyczajnych amatorek piwa i seksu potrafi?aby prawdopodobnie powiedzie? po prostu: "Niestety, kotku, jestem mniszk?", albo: "Oczywi?cie, ?e nie jestem mniszk?, a czemu pytasz?"
Pytanie: Ty sam przecie? te? studiowa?e? tradycyjne teksty i wiem, ?e umiesz robi? klasyczne wyk?ady. Nie mówisz jednak o tym, nie podkre?lasz tego. Tak samo Ole sp?dzi? cztery lata w Himalajach, u Kalu Rinpocze, i chocia? dok?adnie wszystko przestudiowa?, nie mówi teraz o tym, nie podkre?la tego...
Wojtek: Wiesz dlaczego? Podam ci przyk?ad. Szuka?em kiedy? rozpaczliwie tekstów do Diamentowej Drogi, bo Niemcy nie przys?ali nam na czas swojego wydania, a gazet? trzeba by?o wydrukowa? szybko. W jednym z katalogów w komputerze znalaz?em wreszcie wyk?ad Lamy Ole o mali - z pocz?tku lat 80- tych. Ciekawy wyk?ad o tym, jakie znaczenie ma mala, jak? ma symbolik? itd. I zaraz potem wyobrazi?em sobie, jak Ole bierze DD do r?ki i prosi Tomka: "Przeczytaj mi to". Pomy?la?em, ?e jednak nie by?by zadowolony, gdyby?my dali ten tekst. Dlaczego? To przecie? bardzo dobry wyk?ad, bardzo po?yteczny, praktyczny. Z drugiej strony by? mo?e po przeczytaniu go, niektórzy ludzie pomy?leliby, ?e wyja?nienia o ró?a?cu stanowi? esencj? nauk Kagyu, ?e jeste?my wszyscy buddyjskim kó?kiem ró?a?cowym...Nagle okaza?oby si?, ?e mala jest czym? bardzo istotnym, ?e jest jakim? ?wi?tym elementem naszej praktyki i ?e wa?ne jest, czy ma 108 pere?ek, czy te? nie. Podczas gdy nie jest to w gruncie rzeczy takie wa?ne. Mala mo?e ich mie? 73 i je?li kto? du?o i zr?cznie medytuje, b?dzie to ?wietna mala, mo?e te? mie? 5600 koralików i si?ga? st?d do piwnicy, lecz je?eli jej posiadacz nie b?dzie szczerze pracowa? ze swoim umys?em, sam przedmiot w niczym nikomu nie pomo?e.
Pytanie: Czy Nauki si? wobec tego degeneruj?? Czy staj? si? bezwarto?ciowe?
Wojtek: Nie, po prostu ?ycie pokazuje, ?e w danym miejscu i czasie jedne s? bardziej po?yteczne, a inne mniej.
Pytanie: My?l?, ?e ludziom brakuje zwyk?ych podstaw. Zapyta?em ostatnio kogo?, co to s? "paramity". Odpowiedzia?, ?e to jakie? tam buddyjskie cnoty.
Wojtek: Masz racj?, to bardzo prawdopodobne, ?e niektórym z nas rzeczywi?cie brakuje podstaw. Z drugiej strony znowu wracamy do tego samego punktu: praktyka jest tak naprawd? czym? prywatnym, wymaga samodzielno?ci. Je?eli kto? jest spragniony wiedzy, zawsze mo?e si? nauczy? angielskiego i przeczyta? mas? ksi??ek Dharmy, które s? ju? w tym j?zyku dost?pne. Ma?o tego, mo?e si? nauczy? tybeta?skiego i wku? na pami?? ca?y Kandziur i Tendziur. Musi to jednak znowu zrobi? sam, bo by? mo?e jego Lama jednak nie ma czasu, ?eby mu w tym wysi?ku towarzyszy?.
Pytanie: Kiedy? omawia?e? u nas tekst IX Karmapy. Dlaczego teraz ju? o nim nie mówisz? Ole mówi ci?gle o tym samym.
Wojtek: Jest kilka powodów. Pierwszy ju? wymieni?e? - je?eli opowiada?bym ci?gle o tym samym, za którym? razem na sali by?oby pusto. ?eby opowiada? ci?gle o tym samym i ?eby ci?gle by?o to inspiruj?ce, trzeba by? naprawd? wielkim nauczycielem.
Drugi powód jest taki, ?e Ole za?yczy? sobie wyra?nie, ?ebym tego typu wyk?adów nie robi?. Wi?c ich nie robi?, to dosy? proste. Je?eli post?pujemy sprzecznie ze wskazówkami nauczyciela, wówczas nasze dzia?anie i praktyka nie maj? sensu. Ole udzieli? mi takiej wskazówki, wi?c si? nad tym wi?cej nie zastanawiam, tylko staram si? robi? wyk?ady w formie, która prawdopodobnie bardziej pasuje do jego wizji zachodniego buddyzmu. Jednocze?nie rzeczywista tre?? tego co mówi? jest dok?adnie taka sama, jak dawniej. By? mo?e jeszcze nie ca?kiem si? zdegenerowa?em, bo ci?gle jeszcze inteligentni ludzie mnie zapraszaj?, a przecie? nie musz?.
Jest równie? trzeci powód. Kiedy opowiadamy co? co prze?yli?my, w tym co mówimy jest pewna si?a, pewna inspiracja. Je?eli omawiamy tylko cudze s?owa, cho?by najm?drzejsze, wówczas produkt naszych dramatycznych stara? nie jest zbyt przekonuj?cy.
Pytanie: Ole mówi, ?e dobrze jest przychodzi? do o?rodków. Ma?o mówi jednak o tym, jak? powinni?my mie? do tego motywacj? i jak ma nam to pomóc w praktyce, jak mo?emy si? uczy? od siebie nawzajem. Jak wi?c mo?emy korzysta? z o?rodka, unikaj?c jednocze?nie niepotrzebnych ci?nie??
Wojtek: Znowu jest kilka powodów, dla których dobrze jest wpada? czasem do o?rodka. Chocia? tak naprawd? nie ma ?adnej wspólnej medytacji, jest tylko wiele prywatnych medytacji wszystkich z nas, które wydarzaj? si? w tym samym miejscu i czasie, wspólna praktyka i w ogóle bycie razem mog? nam da? bardzo wiele.
Na przyk?ad mamy w o?rodku mnóstwo okazji do zrobienia czego? dla innych - to jest prawdopodobnie najwa?niejszy powód, ?eby go odwiedza?. Poza tym, kiedy akurat doskonale powodzi nam si? w ?yciu i nasza motywacja do praktyki s?abnie, przyj?cie na medytacj? mo?e si? okaza? nieocenione - poniewa? ju? przyszli?my, g?upio nam b?dzie siedzie? w kuchni i pali?, kiedy inni medytuj?. Chyba usi?dziemy wi?c raczej z nimi i dzi?ki temu stanie si? cud - znowu b?dziemy medytowa?. Je?eli natomiast w naszym ?yciu wszystko nagle przestaje funkcjonowa?, by? mo?e w?a?nie w o?rodku znajdziemy energi? potrzebn? do tego, ?eby jednak wzi?? si? w gar??, zamiast nerwowo rozgl?da? si? nadal za sznurem, myd?em i odpowiednio wysuszon? ga??zi?, na czym sp?dzili?my ju? ostatnie kilka dni. Kolejna rzecz: w?ród braci i sióstr w Dharmie trudniej jest ukry? swoje neurozy i s?abo?ci, trudniej jest udawa?, ?e ich nie ma. Dopóki jeste?my sami, by? mo?e d?u?ej b?d? trzyma?y nas w szachu, poniewa? przez nikogo i przez nic nie zostaniemy z nimi skonfrontowani. W o?rodku jest to trudne. Nagle na medytacj? przychodzi g?upi Wojtek i nagle okazuje si?, ?e mimo tego, i? ?wiczyli?my si? w czystym pogl?dzie przez 16 lat, rzeczywi?cie szczerze nie potrafimy znie?? jego wstr?tnej i zb?dnej obecno?ci.
W o?rodku jeste?my przez ca?y czas skazani na dawanie, a potem jeszcze raz i jeszcze raz... To sytuacja, która nieustannie zmusza nas do wysi?ku, dzi?ki niej nie tracimy czasu i mamy w ?yciu mas? okazji do pe?nych mocy, twórczych do?wiadcze?. W dodatku z centrum dosy? trudno jest zrejterowa?, bo mamy z Lam? i ze sob? nawzajem bardzo silne zwi?zki.
I jeszcze na zako?czenie ostatni wa?ny powód, ?eby jednak chodzi? do o?rodka. Dobrze jest to robi?, bo jest tam zawsze masa ?wietnych ludzi, doskona?ych przyjació?...
Podsumowuj?c: jak w ogóle mo?na nie chodzi? do o?rodka?!
Pytanie: To tendencyjna odpowied?. Z tego co mówisz wynika, ?e albo chodzimy do o?rodka, albo jeste?my samotni. A mo?e ja np. lubi? ludzi, tylko niekoniecznie tutaj?
Wojtek: A gdzie? Oczywi?cie z jednej strony sp?dzanie czasu w towarzystwie ludzi, którzy nam nie odpowiadaj?, przewa?nie nie ma sensu. Z drugiej jednak, jak mo?na kogo? nie lubi?? ?eby si? z kim? nie spotyka?, wcale nie trzeba go nie lubi?, mo?na si? z nim po prostu tylko nie spotyka?. Je?eli kogo? rzeczywi?cie nie lubimy, to mo?e najzwyczajniej jeste?my g?upi? Mo?e to nasz b??d? Znak, ?e w szale nielubienia utracili?my gdzie? po drodze najwy?szy pogl?d? Je?eli nie lubimy ludzi, to musi to mie? jaki? powód - albo oni s? rzeczywi?cie straszni, albo my nie jeste?my wystarczaj?co m?drzy i kochaj?cy.
Pytanie: Mam kontakt z lud?mi, którzy si? tutaj nie pojawiaj?. Czasami z nimi rozmawiam, oni pytaj? o co? mnie, a ja ich. Ja te? ostatnio nie przychodz? do o?rodka, bo pó?no ko?cz? prac?. Jaki? czas temu zapyta?em jednego z nich, co si? dzieje w o?rodku. Odpowiedzia? mi, ?e nie przychodzi tu, bo ludzie, których spotyka w o?rodku, nie inspiruj? go.
Wojtek: Je?eli kto? mówi, ?e ludzie w o?rodku ju? go nie inspiruj?, to znaczy, ?e prawdopodobnie niewiele zrozumia?. Je?li czuje, ?e go nie inspiruj?, to by? mo?e oznacza, ?e chodzi?o mu o to, by go zainspirowali, a nie o to, ?eby im co? da?. Jest niezadowolony, ?e nie dali mu tego, czego od nich oczekiwa?. Przy takiej postawie rzeczywi?cie bardzo ?atwo o rozczarowanie.
Oczywi?cie inspiracja jest potrzebna, ale prawdopodobnie jeszcze wa?niejsze jest podstawowe nastawienie - my?lenie o innych.
Ju? chyba ?atwiejsza do przyj?cia i uczciwsza by?aby inna postawa: "Nie mam z nimi zwi?zku, nie lubi? tego stylu, nie znosz? tej powierzchowno?ci i nie trawi? tego ca?ego pop buddyzmu."
Z duchow? ?cie?k? jest tak, jak z ubraniem - nie ma sensu noszenie tego, które na nas nie pasuje. W ko?cu Buddzie chodzi?o tylko o to, ?eby?my byli szcz??liwi.
Pytanie: Ole walczy z tronami. Nie budujemy tronów na Zachodzie. Jednocze?nie zauwa?y?em, ?e budujemy trony informacji, albo trony zas?ug. Kto? da 500 baniek na o?rodek i ju? robi si? z tego niesamowit? histori?. Kto da wi?cej, ten jest bardziej szanowany.
Wojtek: Po pierwsze, je?eli kto? da? 500 baniek na o?rodek, to rzeczywi?cie jest to niesamowita historia, po drugie nie wiem czy istnieje nauczyciel, który by?by bardziej demokratyczny ni? Ole, a po trzecie, je?eli komu? zale?y na tym, by zajmowa? jak?? szczególn? pozycj?, to jest jego w?asny problem.
Jednocze?nie zrozumia?e jest, ?e wszyscy chcemy by? blisko Lamy. Poniewa? nasz zwi?zek z nim jest tak bliski i poniewa? on jest jeden, a nas jest coraz wi?cej, kiedy Ole przyje?d?a, wielu ludzi czuje si? niedocenionych i niezauwa?onych. Sam cz?sto czu?em si? podobnie, na szcz??cie jaki? czas temu mi przesz?o. Ole wita? si? np. ze mn? na ko?cu - prawdziwy dramat... To jest ca?kowicie naturalne - to takie zwyczajne, sympatyczne neurozy praktykuj?cego.
Pytanie: Chodzi mi o co? jeszcze. O trony informacyjne - o to, ?e ludzie chodz? nad?ci jak pawie i olewaj? innych tylko dlatego, ?e maj? wi?cej informacji od Ole.
Wojtek: Istnieje pewien dobry sposób na wszelkie podobne w?tpliwo?ci - po prostu koncentrujemy si? na tym, co mo?emy sami zrobi? dla innych. Wtedy nie musimy my?le?, kto jest pod tronem, w tronie, albo na tronie, kto dostaje informacj?, a kto jej nie dostaje i czujemy si? l?ej. Wiemy co jest do zrobienia, robimy to i jeste?my ca?kowicie szcz??liwi. Je?li mamy czas na analizowanie tego, czy kto? co? robi, czy nie robi, czy kto? jest na tronie czy pod tronem, to by? mo?e za ma?o robimy sami. Gdyby by?o inaczej, nie mieliby?my czasu do stracenia.
Dawniej Ole czasami dzwoni? do mnie, mówi? mi, co mam za?atwi?, przy okazji pyta?, co s?ycha?. Teraz od lat w ogóle do mnie nie dzwoni, bo od kontaktów organizacyjnych z Polsk? ma Mir?, Karola albo W?odka. Mnie ma od tego, ?ebym wydawa? Diamentow? Drog?, t?umaczy? jego Nauki lub ksi??ki i czasami gdzie? pojecha? z wyk?adem. Traktuje mnie jak swoj? r?k? albo nog? - to dla mnie prawdziwy zaszczyt. Nie trzeba dzwoni? do w?asnej nogi i mówi? jej "s?uchaj, teraz porusz si? prosz? do przodu". Ona si? po prostu porusza sama, nie trzeba jej g?aska? ani chwali?, ?eby si? wzi??a do roboty.
Pytanie: Czy nie widzisz w tym pewnego utylitaryzmu? Ten buduje o?rodek, ten t?umaczy, ten co? opowiada itd.
Wojtek: Pytasz, czy Ole czasem nie wykorzystuje ludzi? Ale? oczywi?cie, ?e ich wykorzystuje, ale tylko pe?noletnich...Tylko tych, którzy s? bardzo szcz??liwi, mog?c mu pomaga? i tylko po to, ?eby si? rozwijali. Naprawd?, nie znam nikogo, kto by?by niepe?noletni i kogo Ole wykorzystywa?by do swoich niecnych celów, nie znam te? nikogo, kto pracowa?by dla Dharmy wbrew swojej woli. Nie jeste?my stowarzyszeniem religijnych masochistów, buddyzm jest ?cie?k? dla normalnych ludzi.
Istnieje ryzyko, ?e je?eli Ole nie wykorzysta nas do budowania o?rodków, t?umaczenia Nauk, czy te? przekazywania ich, nasze ?ycie nie b?dzie mia?o sensu. Prawdopodobnie nie mo?emy sobie pozwoli? na nadmiar poezji i waha?, bo czas szybko up?ywa i je?li nie damy si? skutecznie wykorzysta? dobremu nauczycielowi, to umrzemy bez zas?ugi i bez m?dro?ci.
Za ka?dym razem kiedy s?ysz? pytanie, czy to co Ole robi jest na pewno w?a?ciwe i czy na pewno nie jest bardzo z?e, my?l? sobie, ?e gdyby si? okaza?o, ?e aktywno?? Lamy to jeden wielki b??d, z przyjemno?ci? b?d? si? w jego towarzystwie sma?y? w piekle wad?ry, za wszelkie grzechy, które wszyscy razem pope?niamy, bior?c udzia? w jego wizji i pomagaj?c mu zakorzeni? przejrzysty buddyzm na Zachodzie. Co jeszcze mogliby?my robi? w ?yciu?
|
Z magazynu "Diamentowa Droga" nr 26. |




