Biblioteczka Buddyjska
"Przekroczyć próg mądrości - polemiki ciąg dalszy"



"Papież a buddyzm"
Susan Elbaum Jootla

Susan Elbaum Jootla to Amerykanka, od 25 lat mieszkająca w Indii, studiująca i praktykująca buddyzm therawady, w formie podobnej do tej, jaką praktykuje się na Sri Lance. Opublikowała m.in.: "Investigation for Insight" (Kandy 1983), "Inspirations from Enlightened Nuns" (Kandy 1988), "On Pilgrimage" (Kandy 1989), "The Scale of Good Deeds: the Message of the Velama Sutta" (Kandy 1990). Ostatnio wydała "Taste of the Holy Life" i "Scale of Good Deeds".

Nie czytałam gazet ani pism ukazujących się na Śri Lance, nie udało mi się też zdobyć książki "Przekroczyć próg nadziei", będącej kością niezgody, mogę więc jedynie omówić materiał, jaki pojawił się w prasie indyjskiej i radiu BBC. Uważam, że jeśli chodzi o kilka spraw, przeciw którym protestowali mieszkańcy Lanki, papież miał całkowitą rację, w innych mijał się z prawdą, ale wówczas nie powinno się go oskarżać o to, że nie zrozumiał czegoś, czego zrozumienie wymaga praktykowanie nauk Buddy. Buddyzmu nie można w pełni pojąć, wychodząc z pozycji ściśle intelektualnych. Z trudem można by oczekiwać, żeby prałat kościoła rzymskiego, przy swym całkowitym oddaniu dla chrześcijaństwa, mógł zrozumieć buddyjską metodę wyzwolenia. Jednak samo czytanie tekstów palijskich może tylko zwiększyć ilość informacji posiadanych na temat buddyzmu; nie może natomiast dać czytelnikowi posmaku faktycznego pożytku, jaki płynie z zastosowania ich w praktyce. Jedynym punktem zainteresowania samego Buddy było pokazanie innym, jak zakończyć wszelkie cierpienie, a cierpienie czy też brak satysfakcji (dukkha) jest z pewnością niezaprzeczalnym, centralnym faktem całego życia dla każdego uważnego obserwatora. (O tej powszechności cierpienia mówi słynna Pierwsza Szlachetna Prawda nauczana przez Buddę).

Papież najwyraźniej nazwał buddyzm religią "ateistyczną" i jest to bardziej ateistyczne niż religia, w której nigdy nie zakłada się żadnego stałego, stwórczego Boga. Lecz "ateizm" ma dla czytelnika XX wieku posmak materializmu i komunizmu, a te konotacje słowa nie mają absolutnie nic wspólnego z Dhammą Buddy.

Budda nie znalazł żadnego pojedynczego, trwałego zjawiska; swoim wysoce wyćwiczonym umysłem spostrzegł, że wszystko zanika wkrótce po zaistnieniu. Rzeczy powstają w sposób współzależny z różnych przyczyn i znajdują kres wraz z końcem przyczyn ich zaistnienia. Jeśli sami to przemyślimy, to również zobaczymy, że materialne i mentalne zjawiska są całkowicie przemijające i że we wszechświecie nie znajdziemy niczego innego. Gdzież więc mogą istnieć jakieś dusze, jaźnie czy niezmienny Bóg? Budda widział liczne dewi i dewów, a także brahmów. Zobaczył jednak, że wszyscy oni również byli procesami nieosobowych przyczyn i skutków, zanikającymi w każdej chwili. Odkrył, że sposób, w jaki postrzegamy siebie jako rzeczywiste, trwałe "ja", jest tylko koncepcją, niewłaściwą, głęboką zakorzenioną, od dawna utrzymywaną iluzją. Z praktycznym aspektem mamy do czynienia wtedy, kiedy również i my zaczynamy dostrzegać ten fakt: wywiera to zdrowe skutki na sposób, w jaki postępujemy ze światem.

13 stycznia [1995], artykuły w wydawanych w Chandigarh gazetach Tribune i Indian Express zawierały szereg cytatów z książki papieża, a w nich wiele błędnych koncepcji, które pragnę wyjaśnić. Napisał, że w buddyzmie: "Nie wyzwalamy się od zła poprzez dobro, które pochodzi od boga, wyzwalamy się tylko poprzez zerwanie ze światem, który jest zły. Pełnia tego zerwania, to niej zjednoczenie z Bogiem, ale tak zwana nirwana, czyli wejście w stan doskonałej obojętności względem świata".

Prawdziwym celem buddyzmu jest wygaszenie cierpienia poprzez usunięcie jego przyczyn, za jakie uważa się niewiedzę i żądzę. (To zawierają Druga i Trzecia Szlachetna Prawda.) Sposób, w jaki papież używa w pierwszym zdaniu terminów "dobro" i "zło", jest, jak przypuszczam, chrześcijański, i nie stosuje się do nauk Buddy. Jedynymi dobrymi (kusala) lub złymi akusala) rzeczami, są - według Buddy - wolicjonalne czyny umysłu, które są nietrwałymi i bezosobowymi zjawiskami. W przypadku buddyzmu bardziej odpowiednie jest używanie słów "zdrowe" i "niezdrowe", niż "dobre" i "złe'. Niezdrową karmę stwarzamy wówczas, kiedy nasze działania są w jakimkolwiek stopniu zakorzenione w chciwości, nienawiści czy złudzeniu. Wcześniej bądź później, w tej czy innej formie, tego typu karma przyniesie temu, kto ją spowodował ból; jej rezultat jest automatyczny. Zdrowe, mentalne, werbalne i cielesne czyny są oparte na wyrzeczeniu, dobrej woli i mądrości. To jest całe "dobro" i "zło", o jakim możemy mówić w przypadku buddyzmu. Nie ma miejsca dla żadnego "Boga", który karze lub którego można sobie zjednać celem zmodyfikowania rezultatów naszej karmy. Oprócz karmy, nie ma niczego, co mogło by przynieść odpowiedni rezultat.

Słowa "wyzwalamy się" oznaczają wyeliminowanie źródeł naszego cierpienia poprzez stopniowy proces oczyszczenia umysłu. Budda ćwiczył się w niezliczonych żywotach, aby znaleźć sposób osiągnięcia całkowitego wyzwolenia i nibbany. Kiedy był pewien, że odnalazł ścieżkę i osiągnął ten cel, zaczął nauczać metody Ośmiorakiej Ścieżki, która dzieli się na trzy części: moralność, koncentrację i mądrość. (Ścieżka jest Czwartą i ostatnią Szlachetną Prawdą.) Szczegóły etyki w buddyzmie i katolicyzmie są bez wątpienia odmienne, lecz wszystkie religie podają swoim zwolennikom kodeks etyczny. Wiele religii naucza też metod koncentracji. Trening mądrości - we właściwej myśli i właściwym zrozumieniu - jest jednak czymś, co istnieje wyłącznie w buddyzmie.

Całkowite "zerwanie ze światem" to jeden sposób opisania najwyższego osiągnięcia w buddyzmie, ale słowo "obojętność" niezbyt się do tego nadaje. Budda uczy nas jak dostrzegać, że nic w świecie nie jest warte tego, aby do niego lgnąć. Jest tak nie dlatego, że - jak uważa papież - to wszystko jest "złe", ale dlatego, iż ostatecznie jest nietrwałe (anicca) i nie przynosi zadowolenia (dukkha). Nic mentalnego ani fizycznego, nawet duchowe stany koncentracji (jhana) nie mogą przynieść trwałego szczęścia, jakiego każdy pragnie.

W tym samym punkcie, papież Jan Paweł pisze również: "Soteriologia buddyzmu stanowi punkt centralny i w pewnym sensie punkt jedyny tego systemu. Jednakże zarówno tradycja buddyjska, jak i metody z niej wynikające, znają prawie wyłącznie soteriologię negatywną". Pierwsze zdanie nie jest w moim przekonaniu nie ścisłe, chociaż fragment "punkt jedyny tego systemu" jest pewną przesadą, ponieważ Budda ukazywał świeckim ludziom jak osiągnąć niższe cele, jeśli było to wszystko, co ich interesowało. Dla przedstawienia wyzwolenia czy przebudzenia (mukti) wolałbym nie używać chrześcijańskiego terminu "zbawienie". Wydaje się, że drugie zdanie to punkt widzenia, którego autorstwo z trudem można by przypisać Janowi Pawłowi. Nibbana jest stanem niezmąconego spokoju, który pojawia się wtedy, kiedy umysł postrzega wszystko z doskonałą przejrzystością i nic go już nie pociąga, nie czuje do niczego awersji i pozbył się wszelkich złudzeń. Ten umysł, który stanął wobec rzeczywistości, stawił jej czoła i skrupulatnie ją przebadał, wie, że przyjemności, jakie oferuje świat są w najlepszym razie powierzchowne i przemijające. Nieuchronnie są powiązane z bólem: wtedy, kiedy się je nabywa, we frustracji, jaką powodują, i kiedy okazują się nie być aż tak wielkie albo nie dają przyjemności. Inteligentną i pozytywną odpowiedzią umysłu jest pozbycie się ich wszystkich. Umysł może uczyć się tutaj i teraz, aby zainicjować ten proces oczyszczenia. Prowadzi to nie do czegoś "negatywnego", lecz do najwyższego, najczystszego, najbardziej pogodnego stanu. Jednak bez praktykowania Dhammy Buddy prawdopodobnie nie można zdać sobie sprawy z tego stanu. Tak więc papież, w oparciu o scholastyczne studia nad tekstami (i swoje chrześcijańskie zaplecze), nie jest w stanie dostrzec tego stanu jako pozytywnego.

Bhikszu, którzy zbojkotowali jednodniową wizytę papieża Jana Pawła w Colombo, musieli stanąć w obronie czystości Dhammy Buddy. Na tym polega ich rola. Na szczęście z papieską wizytą nie była związana żadna przemoc, pomimo emocji wywołanych przez tę kontrowersję. Możemy się dużo nauczyć od siebie, jeśli z radością zaakceptujemy to, że ludzie z zewnątrz próbują zrozumieć nauki innej religii i nie poczujemy się urażeni, jeśli nie zrozumieją jej całkiem poprawnie. Ktoś taki jak papież z pewnością nie powinien określać siebie mianem eksperta od buddyzmu. Docenił i wyraził szacunek dla buddyzmu i, jak sądzę, być może jest to wszystko, czego można oczekiwać od kogoś, kto głosi inną wiarę.

Dzięki tej debacie można zobaczyć, że skoro wszystkie religie nie nauczają tego samego, możliwe i pożądane jest nauczenie się czegoś o innych wyznaniach i pozbycie się zwykłych stereotypów. Im więcej wiemy o nieznanych nam rzeczach, tym mniej groźne się stają. Jeśli obywatele zrozumieją i zaakceptują różnice istniejące pomiędzy swoimi religiami, to bez względu na to, czy rzecz dotyczy Śri Lanki, Indii, czy jakiegokolwiek innego kraju, to zamiast buddystów walczących z katolikami czy hindusami, muzułmanów spierających z hindusami, hindusów w konflikcie z sikhami i muzułmanami, czy katolików i protestantów, którzy nie zgadzają się z sobą, dany naród może mieć nadzieję na trwałą jedność. W ten sposób każdy będzie miał sposobność zdobyć spokój, jaki oferuje mu jego religia, skutkiem czego będzie powstanie pokojowego społeczeństwa.


Biblioteczka Buddyjska
spis treści





Buddyzm - http://buddyzm.koti.com.pl



należe do systemu MAGIC BANNER


BannerMania



Naleze do systemu BannerPower


SmartLinks Logo - http://smartlinks.net.pl